Loading...

Niebo w wierze

Niebo w wierze

Elżbieta ma jeszcze przed sobą trzy miesiące życia, kiedy w pierwszej połowie sierpnia 1906 r. redaguje pierwszy ze swoich utworów duchowych. Choroba nieubłaganie postępuje naprzód. S. Elżbieta wie, że śmierć jest nieunikniona i bliska. Pragnienie widzenia Boga jest żywe, wiara zdaje się niezachwiana. Jej matka opowiada, że w czasie pierwszego ich spotkania po pierwszym poważnym kryzysie, pod koniec marca lub na początku kwietnia, «Elżbieta nie ukrywała przed nią żalu, że nie uleciała do nieba! […] Nigdy nie dała mi słowa nadziei na wyzdrowienie; czuła, że Mistrz ją wzywał». Ale jej serce jest przepełnione czułością wobec swoich najbliższych i ta właśnie czułość spowoduje narodziny Nieba w wierze.

Te stronice zostały pomyślane jako «niespodzianka» dla Małgorzaty, która dowie się o tym przedsięwzięciu dopiero w dwa miesiące po śmierci swojej rodzonej siostry.

Elżbieta przystępuje do zorganizowania swojej «pamiątki» w postaci «dziesięciodniowych rekolekcji», jakie co roku odprawiają karmelitanki. Każdy dzień będzie miał dwa rozważania.

Rekolekcje mają cel ściśle określony, jedyny, do którego Elżbieta jeszcze dąży: «Podczas tych rekolekcji […] celem jest większe upodobnienie się do naszego Mistrza uwielbionego, owszem więcej, stopienie się z Nim tak doskonałe, żebyśmy mogli mówić: Już nie ja żyję, ale On żyje we mnie…». Zostanie również ściśle określona droga, którą należy kroczyć: jest to zjednoczenie z Bogiem (w Chrystusie) przez powrót do centrum duszy, gdzie od naszego chrztu Trójca Święta zakłada swoje mieszkanie: to kryje w sobie modlitewne poszukiwanie, ustawiczne i pełne miłosnej uwagi skierowanej na Boga ukrytego, który jest wielkim Obecnym.

Niebo w wierze zostało zredagowane w pierwszej połowie sierpnia 1906 r. Poprzedza ono Ostatnie rekolekcje, które rozpoczęła 16 sierpnia. Elżbieta nigdy sobie nie powiedziała: chcę stworzyć «traktat duchowy». Jej pierwotną myślą po prostu było sprawić przyjemność Małgorzacie, zostawiając jej pamiątkę, napisaną własnoręcznie i równocześnie uczynić jej trochę dobra. Nie stara się więc ani być oryginalną, ani cytować źródła; odnośniki do pisarzy będą dokonywane bardzo swobodnie…

Elżbieta na pewno prosiła o pozwolenie swoją przeoryszę, żeby mogła zredagować te rekolekcje i użyć na ten cel notes. 7 stycznia matka Germana pisze do Małgorzaty: «Czy już mówiłam pani kiedyś o małym zeszyciku z rekolekcjami, jaki s. Elżbieta tego lata przygotowała jako ostatnią pamiątkę dla pani? Pani droga Mama wszystko objaśni. Może go pani w tych dniach sobie zabrać…» Tego samego zaś dnia napisała do pani Catez: «… przekażę wam mały zeszycik z rekolekcjami, jakie ona przygotowała w ostatnich dniach swego ziemskiego wygnania dla swojej drogiej Małgorzaty, prosząc mnie, żebym jej przekazała jako ostatnią pamiątkę. Wprawdzie miała na oku duszę swojej siostry i siostrzenic, ale na pewno myślała o duszy swojej tak bardzo kochanej matki i z radością dostrzegłaby ten odruch najgłębszej wiary, miłości […]. Zatrzymałam również tak długo ten skarb z powodu potrzeby, jaką miałam, dla mojej małej pracy…».

Pierwsze rozważanie

  1. «Ojcze chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata». Taka jest ostatnia wola Chrystusa, taka jego ostatnia modlitwa przed powrotem do Ojca. On chce, aby tam, gdzie On jest, żebyśmy także i my byli, nie tylko w wieczności, ale już w doczesności, która jest rozpoczętą wiecznością, lecz będącą w stałym rozwoju. Stąd jest ważne, żebyśmy wiedzieli, gdzie mamy żyć z Nim tak, aby zrealizować Jego boskie marzenie. “Miejscem, gdzie jest ukryty Syn Boży, jest łono Ojca, czyli Istota Boża, niewidzialna dla każdego oka śmiertelnego, niedostępna dla każdego intelektu człowieczego”, to, co kazało mówić Izajaszowi: «Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym». A mimo to jest Jego wolą, abyśmy osiedli na stałe w Nim, żebyśmy mieszkali tam, gdzie On mieszka, w zjednoczeniu miłości, żebyśmy byli, by tak się wyrazić, cieniem Jego samego.
  2. Przez chrzest — mówi św. Paweł — zostaliśmy wszczepieni w Jezusa Chrystusa. I jeszcze: «Bóg nas posadził na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać». I dalej: «Przeto już nie jesteście gośćmi i przychodniami, lecz jesteście współobywatelami Miasta świętych i mieszkańcami Domu Bożego». Oto nasze mieszkanie — Trójca Święta, nasze «u siebie», dom ojcowski, skąd nie powinniśmy nigdy wychodzić. Mistrz pewnego dnia powiedział: «Niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze» (św. Jan).

Drugie rozważanie

  1. «Trwajcie we Mnie». To Słowo Boże daje ten nakaz, który wyraża tę wolę. Trwajcie we Mnie nie tylko przez kilka chwil, kilka godzin, które muszą przeminąć, ale «trwajcie…» w sposób stały, normalny. Trwajcie we Mnie, módlcie się we Mnie, adorujcie we Mnie, miłujcie we Mnie, cierpcie we Mnie, pracujcie, działajcie we Mnie. Trwajcie we Mnie, aby stawać przed każdą osobą lub każdą rzeczą, coraz bardziej wnikajcie w tę głębię. Tam naprawdę jest «pustynia, na którą Bóg chce pociągnąć duszę i mówić do jejserca», jak to wyśpiewał prorok.
  2. Ale żeby usłyszeć to w pełni tajemnicze słowo, nie wolno zatrzymywać się, by tak rzec, na powierzchni, trzeba coraz bardziej wchodzić w Istotę Bożą poprzez skupienie. «Wciąż pędzę naprzód», wołał św. Paweł; tak i my powinniśmy codziennie schodzić po tej ścieżce do Przepaści, którą jest Bóg. Pozwólmy ześliznąć się po tym stoku z ufnością pełną miłości. «Przepaść przepaści przyzywa». To właśnie tam, na dnie dokona się boskie zderzenie, kiedy to przepaść naszej nicości, naszej nędzy, znajdzie się twarzą w twarz z Przepaścią miłosierdzia, niezmierzoności wszystkiego Boga. Tam znajdziemy moc, aby umrzeć sobie i, tracąc nasz własny ślad, zostaniemy przemienieni w miłość… «Błogosławieni, którzy w Panu umierają!»

Pierwsze rozważanie

  1. «Królestwo Boże w was jest». Dopiero co Bóg nas zapraszał do «trwania w Nim», do tego, by dusza żyła w swoim dziedzictwie chwały, a teraz nam objawia, że nie mamy wychodzić z siebie, żeby Go znaleźć: «Królestwo Boże w was jest!…» Św. Jan od Krzyża mówi, że Bóg się jej oddaje “w samej substancji duszy, dokąd ani szatan, ani świat wtargnąć nie mogą»; wtedy «wszystkie jej poruszenia stają się boskie, bo jakkolwiek pochodzą od Boga, należą również do niej, albowiem nasz Pan powoduje je w niej i razem z nią”.
  2. Ten sam święty mówi jeszcze, że “Bóg jest centrum duszy. Kiedy dusza według wszelkiej swej mocy doskonale pozna Boga, umiłuje Go i będzie się w pełni Nim rozkoszować, wtedy dojdzie do najgłębszego swego centrum, do jakiego może dojść w Nim”. Zanim tam dojdzie, dusza już jest “w Bogu, który jest jej centrum”, “ale nie jest jeszcze w najgłębszym swoim centrum, albowiem może posuwać się dalej. Ponieważ miłość, która jednoczy duszę z Bogiem, im bardziej jest intensywna, tym ona głębiej wchodzi w Boga i w Nim się koncentruje”. Kiedy ona “posiada choćby tylko jeden stopień miłości, już znajduje się w swoim centrum”; ale kiedy ta miłość osiągnie swoją doskonałość, dusza wniknie w swoje “«najgłębsze centrum». To właśnie tam zostanie przekształcona do tego stopnia, że stanie się bardzo podobna do Boga”. Do tej duszy, która żyje wewnątrz, można skierować słowa Ojca Lacordaire’a, jakie on skierował do świętej Magdaleny: «Nie pytaj więcej o Mistrza nikogo na ziemi ani nikogo w niebie, albowiem On jest twoją duszą, a twoja dusza jest Nim».

Drugie rozważanie

  1. «Zejdź prędko, albowiem dziś muszę zatrzymać się w twoim domu». Mistrz wciąż powtarza do naszej duszy te słowa, jakie pewnego dnia skierował do Zacheusza: «Zejdź prędko». Ale jakie jest to zejście, jakiego On domaga się od nas, poza głębszym zejściem w przepaść naszej duszy? Ten akt nie jest “zewnętrznym oddzieleniem się od rzeczy zewnętrznych”, ale “samotnością ducha”, uwolnieniem się od wszystkiego, co nie jest Bogiem.
  2. “Dopóki nasza wola posiada kaprysy sprzeczne ze zjednoczeniem boskim, zachcianki tak i nie, pozostajemy w stanie dzieciństwa, nie postępujemy krokami olbrzyma w miłości, dlatego że jeszcze ogień nie przepalił całkowicie stopu; złoto nie jest czyste; my wciąż jeszcze jesteśmy poszukiwaczami siebie; Bóg jeszcze nie zniszczył całej naszej wrogości wobec Niego. Ale kiedy wrzenie kotła zniszczyło” “wszelką miłość wadliwą, wszelką wadliwą boleść, wszelki wadliwy lęk”, “wtedy miłość jest doskonała, a złota obrączka naszego przymierza jest większa od nieba i ziemi. Oto ukryta piwnica, gdzie miłość umieszcza swoich wybranych”, ta “miłość nas wciąga na wiraże i ścieżki, które zna tylko ona; a wciąga nas ona bezpowrotnie, my nigdy nie wrócimy na nasze ślady”.

Pierwsze rozważanie

  1. «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niegouczynimy».

Oto Mistrz jeszcze raz wyraża swoje pragnienie zamieszkania w nas. «Jeżeli Mnie kto miłuje!» Miłość, oto to, co pociąga, to, co sprowadza Boga do swego stworzenia: nie chodzi tu o miłość zmysłową, ale o miłość, która «mocna jest jak śmierć» i «wody mnogie nie mogą ugasić miłości».

  1. «Ja miłuję Ojca» i «zawsze czynię to, co się Jemu podoba». Tak mówił Mistrz święty, a każda dusza, która chce żyć w łączności z Nim, musi także żyć według tej maksymy. Dobre upodobanie Boże powinno być jej pokarmem, jej codziennym chlebem. Ona powinna pozwolić całkowicie się spalać we wszystkich upodobaniach Ojca, na wzór wielbionego jej Chrystusa. Każdy przypadek, każde wydarzenie, każde cierpienie, jak i każda radość jest sakramentem, który jej daje Boga. Ona również nie czyni już różnicy między tymi sprawami, ale je pokonuje, ona je przekracza, aby, ponad tym wszystkim, odpocząć w samym tylko swoim Mistrzu. Ona Go “wynosi” bardzo wysoko “na górę swego serca”, tak, “wyżej niż Jego dary, pociechy, wyżej niż słodycze, jakie spadają od Niego”. “Właściwością miłości jest nieszukanie nigdy siebie, nie zachowywanie niczego dla siebie, lecz oddawanie wszystkiego temu, którego się miłuje”. “Szczęśliwa dusza, która miłuje” w prawdzie; “Pan stał się jej jeńcem przez miłość”!

Drugie rozważanie

  1. «Umarliście i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu». Oto święty Paweł przychodzi, aby dać nam światło, aby nam oświecić ścieżkę przepaści. «Umarliście!» Co to znaczy? Znaczy to tylko, że dusza, która pragnie żyć w łączności z Bogiem “w niezdobytej twierdzy świętego skupienia”, powinna być “odłączona, ogołocona, oddalona od wszystkich rzeczy” (co do ducha). Ta dusza “znajduje w sobie zwykły stok miłości, który prowadzi ku Bogu, cokolwiek by czyniły stworzenia; ona jest niezwyciężona przez rzeczy, które” przemijają, “albowiem ona przechodzi ponad nimi, zmierzając do Boga”.
  2. «Quotidie morior». «Każdego dnia umieram», umniejszam się, każdego dnia coraz bardziej się wyrzekam, aby we mnie wzrastał i był wywyższany Chrystus. Ja “mieszkam” zupełnie mała “w głębi mego ubóstwa”, widzę “moją nicość, moją nędzę, moją niemoc, spostrzegam, że jestem niezdolna do postępu, do wytrwałości, widzę mnóstwo moich zaniedbań, moich braków, jawię się w moim niedostatku”, “padam na twarz w mojej nędzy, uznając moją udrękę, wystawiam się na miłosierdzie» mego Mistrza. «Quotidie morior», umieszczam radość mojej duszy (oczywiście, co do woli, a nie co do wrażliwości) w to wszystko, co może mnie spalać, niszczyć, poniżać, albowiem chcę uczynić miejsce memu Mistrzowi. To już nie ja żyję, ale On żyje we mnie: już nie chcę “żyć moim własnym życiem, ale być przekształconą w Jezusa Chrystusa, aby moje życie było bardziej boskie niż ludzkie” i żeby Ojciec, pochylając się nade mną, mógł rozpoznać obraz umiłowanego Syna, w którym On ma upodobanie.

Pierwsze rozważanie

  1. «Deus ignis consumens». Nasz Bóg — napisał św. Paweł — jest Ogniem pochłaniającym, to znaczy “ogniem miłości”, który niszczy, który “przekształca w siebie wszystko, czego się dotknie”. “Rozkosze Bożego rozpalenia zostały odnowione na skutek działania, które nigdy nie słabnie; jest to rozpalenie miłości we wzajemnym i wiecznym upodobaniu. Jest to odnowienie, które dokonuje się w każdej godzinie w węźle miłości”. Pewne dusze “wybrały to schronienie, aby w nim odpoczywać wiecznie i oto milczenie, w którym one w pewien sposób zagubiły się”. “Uwolnione ze swego więzienia, żeglują po Oceanie Bóstwa, a żadne stworzenie nie stanowi już im przeszkody ani skrępowania”.
  2. Dla tych dusz mistyczna śmierć, o której nam wczoraj mówił św. Paweł, staje się czymś zwyczajnym i przyjemnym! O wiele mniej one myślą o dziele zniszczenia i ogołocenia, jakiego muszą dokonać, aniżeli o zanurzeniu się w Ognisku miłości, które w nich płonie, a które nie jest niczym innym, jak Duchem Świętym, tą samą Miłością, która w Trójcy Świętej łączy Ojca z Jego Słowem. One “wchodzą weń przez żywą wiarę, a stamtąd, proste i uspokojone” są one “unoszone przez Niego” ponad rzeczy, przyjemności zmysłowe, “w święty mrok” i “przekształcane w obraz” Boży. One żyją — według wyrażenia św. Jana — w «społeczności» z godnymi uwielbienia Trzema Osobami, ich życie jest “wspólne”, a jest to “tam życie kontemplacyjne”; ta kontemplacja “prowadzi do posiadania”. “A więc to proste posiadanie jest życiem wiecznym, kosztowanym w miejscu nie mającym dna. To tam właśnie, ponad rozumem, oczekuje nas głęboki spokój boskiej niezmienności”.

Drugie rozważanie

  1. «Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął». To sam Mistrz przyszedł, żeby wyrazić nam swoje pragnienie, by zobaczyć płonący ogień miłości. W rzeczywistości “wszystkie nasze dzieła, wszystkie nasze prace są niczym wobec Niego. My nie możemy dać Mu niczego ani zaspokoić Jego jedynego pragnienia, którym jest podniesienie godności naszej duszy”. Nic Mu się tak nie podoba, jak gdy widzi że ona “wzrasta”. “A więc nic nie może do tego stopnia jej podnieść, żeby w jakimś sensie stała się równa Bogu; oto dlaczego On żąda od niej daniny jej miłości, a właściwością miłości jest to, że czyni równymi o tyle, o ile jest to możliwe, tego, który miłuje, z tym, który jest miłowany. Dusza będąc w posiadaniu tej miłości”, “jawi się z Jezusem Chrystusem na stopie równości, ponieważ ich wzajemna miłość czyni wszystko wspólne między obojgiem”. «Nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego».
  2. Ale żeby dojść do tej miłości, dusza musi najpierw “cała się przybrać w liberię”, jej “wola powinna delikatnie zagubić się w woli Bożej”, aby jej “skłonności”, “jej władze” “poruszały się tylko w tej miłości i dla tej miłości. Czynię wszystko z miłością, znoszę wszystko z miłością: taki jest sens tego, co wyśpiewał Dawid: «Całą moc moją przy tobie zachowam»”. Zatem “wypełnia ją do tego stopnia, pochłania i ochrania” tak dobrze, “że ona wszędzie znajduje sekret, by wzrastać w miłości”, “nawet wśród stosunków, jakie utrzymuje ze światem”; “wśród trosk życia ona ma prawo mówić: «Moim zajęciem jest miłować!…».

Pierwsze rozważanie

  1. «Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną». Szczęśliwe są uszy duszy bardzo czuwającej, bardzo skupionej, aby mogła usłyszeć ten głos Słowa Bożego, szczęśliwe także oczy tej duszy, która w świetle żywej i głębokiej wiary może być przygotowaną na “przybycie” Mistrza do jej wewnętrznego sanktuarium. Ale jakie jest to przybycie? “Jest nieustanne rodzenie, oświecanie bez zaniku”. Chrystus “przychodzi ze swymi skarbami, lecz taka jest tajemnica boskich szybkości, że On wciąż przybywa, zawsze po raz pierwszy, jakby nigdy nie przyszedł; ponieważ Jego przybycie, niezależne od czasu, polega na wiecznym «teraz», a wieczne pragnienie ustawicznie odnawia radości przybywania. Rozkosze, jakie przynosi, są nieskończone, gdyż są Nim samym”. “Pojemność duszy, rozszerzonej przybyciem Mistrza, zdaje się wychodzić z siebie, żeby przejść przez ściany w niezmierzoność Tego, który przybywa; i wtedy dokonuje się następujące zjawisko: to Bóg w głębi nas przyjmuje Boga przychodzącego do nas i Bóg kontempluje Boga! Bóg, na którym polega szczęście”.

Drugie rozważanie

  1. «Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim». “Pierwszym znakiem miłości jest ten, który nam dał Jezus, żeby spożywać Jego Ciało i pić Jego Krew”. “Właściwością miłości jest ustawiczne dawanie i ustawiczne otrzymywanie. A więc miłość” Chrystusa jest “hojna. To wszystko, co On ma, wszystko, Kim jest, oddaje; to wszystko, co mamy, wszystko, kim jesteśmy, On zabiera. On żąda więcej, niż my sami z siebie jesteśmy zdolni dać. On ma olbrzymi głód, który absolutnie chce nas spożyć. On wchodzi aż do szpiku naszych kości, a im Mu na więcej pozwalamy z miłością, tym więcej Go kosztujemy z obfitością”. “On wie, że jesteśmy biedni, ale z tym się zupełnie nie liczy ani w niczym nam nie ustępuje. On sam staje się w nas swoim chlebem, spalając najpierw w swojej miłości wady, błędy i grzechy. Następnie, kiedy widzi, że jesteśmy czyści, przybywa szeroko otwarty niczym jakiś żarłok, który będzie wszystko pożerał. On chce spożyć nasze życie, aby zamienić je na swoje, nasze życie pełne wad, na swoje pełne łaski i chwały, całe przygotowane dla nas, pod warunkiem, że my wyrzekniemy się siebie. Jeżeli nasze oczy były dostatecznie dobre, by widzieć to pożądanie Chrystusa, który czuje głód naszego zbawienia, wszystkie nasze wysiłki nie przeszkodzą nam, żebyśmy nie wpadli do Jego otwartych ust”. To ma “pozór absurdu; ale ci, którzy miłują, zrozumieją!” Kiedy my przyjmujemy Chrystusa “z wewnętrznym oddaniem się, Jego Krew, pełna żaru i chwały płynie w naszych żyłach i rozpala się ogień w głębi nas”, “i przychodzi do nas podobieństwo Jego cnót, i On żyje w nas, a my żyjemy w Nim, i On nam daje swoją duszę z pełnią łaski, dzięki której dusza trwa w miłości i w uwielbieniu Ojca!” “Miłość wchłania w siebie swój przedmiot; my wchłaniamy w siebie Jezusa, Jezus nas wchłania w siebie. Przeto uniesieni ponad nas do wnętrza miłości”, zmierzając ku Bogu, “wychodzimy naprzeciw Niego, naprzeciw Jego Ducha, który jest Jego miłością, i ta miłość nas spala, nas pochłania i wciąga nas do jedności, gdzie nas oczekuje szczęście”. “Jezus Chrystus patrzał na to, kiedy mówił: «Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami».

Pierwsze rozważanie

  1. «Aby zbliżyć się do Boga, trzeba wierzyć». Tak mówi święty Paweł. I mówi jeszcze: «Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy». To znaczy, że “wiara czyni nam tak pewne i obecne przyszłe dary, że one zaczynają swój byt w naszej duszy i tam trwają, zanim z nich korzystamy”. Święty Jan od Krzyża mówi, że ona nam służy jako “nogi”, abyśmy mogli iść “do Boga”, i jeszcze, że ona jest “posiadaniem stanu mrocznego”. To ona “sama może nam dać prawdziwe światła” o Tym, którego miłujemy, i że nasza dusza powinna “wybrać ją jako środek, by dojść do szczęśliwego zjednoczenia”. “To ona rozlewa potokami w głębi nas wszystkie dobra duchowe. Jezus Chrystus, mówiąc do Samarytanki, wskazał wiarę, którą obiecał tym wszystkim, którzy uwierzą w Niego, że im da «źródło wody wytryskującej ku życiu wiecznemu»”. “Tak więc wiara daje nam Boga już w tym życiu, prawda, że okrytego zasłoną, lecz mimo wszystko Boga samego”. “«Kiedy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe», to jest jasne widzenie, «to, co jest niedoskonałe», czyli innymi słowy poznanie dane przez wiarę, «otrzyma całą swoją doskonałość»”.
  2. “«Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam». To jest wielki akt naszej wiary; jest to sposób, by oddać naszemu Bogu miłość za miłość; to jest ta «tajemnica ukryta» w sercu Ojca, o której mówi św. Paweł, którą w końcu przenikamy, i cała nasza dusza drży!” Kiedy potrafi uwierzyć w tę «zbytnią miłość», która jest nad nią, wtedy można o niej powiedzieć to, co zostało powiedziane o Mojżeszu: «Wytrwał, jakby na oczy widział Niewidzialnego». Ona nie poprzestaje na upodobaniach czy uczuciach; mało ją obchodzi, czy czuje Boga, czy Go nie odczuwa; mało ją obchodzi, czy On jej daje radość czy cierpienie: ona wierzy w Jego miłość. Im bardziej jest doświadczana, tym bardziej wzrasta jej wiara, albowiem — by tak rzec — pokonuje wszystkie przeszkody, aby dojść do odpoczynku na łonie nieskończonej Miłości, która może tylko tworzyć dzieła miłości. Również do tej duszy, całej obudzonej w swojej wierze, głos Mistrza może wypowiedzieć wewnętrzny sekret tego słowa, które pewnego dnia On skierował do Marii Magdaleny: «Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!».

Drugie rozważanie

  1. «Jeśliby oko twoje było szczere, całe ciało twoje światłe będzie». Jakież jest to szczere oko, o którym nam mówi Mistrz, jeżeli nie ta “szczerość intencji”, która “łączy w jedność wszystkie rozproszone siły duszy i jednoczy z Bogiem samego ducha. To szczerość oddaje Bogu cześć i chwałę; to ona właśnie Jemu przedstawia i ofiaruje cnoty. Następnie, przekraczając i przenikając siebie samą, przekraczając i przenikając wszystkie stworzenia, znajduje Boga w swojej głębi. Ona jest początkiem i końcem cnót, ich wspaniałością i chwałą. Nazywam szczerą intencją tę intencję, która zmierza tylko do Boga, odnosząc wszystkie rzeczy do Niego”. “To ona ustawia człowieka w obecności Bożej; to ona daje mu światło i odwagę; to ona czyni go pozbawionym i wolnym od wszelkiego lęku dzisiaj i w dniu sądu”. “Ona jest wewnętrznym stokiem” i “podstawą wszelkiego życia duchowego”. “Ona rzuca do stóp zepsutą naturę, ona daje pokój, ona nakazuje milczenie próżnym hałasom, rozlegającym się w nas”. To właśnie ona “będzie powiększać w nas godzina po godzinie podobieństwo Boże. A potem, ponad pośrednikami, to ona właśnie przeniesie nas na głębię, w której mieszka Bóg, i podaruje nam spoczynek przepaści. Dziedzictwo, jakie przygotowała nam wieczność, podaruje nam właśnie szczerość. Całe życie duchów, cała ich moc polega, włącznie z podobieństwem Bożym, na szczerości, a ich ostateczny odpoczynek dokonuje się na wysokościach również w szczerości”. “Według miary swojej miłości każdy duch posiada mniej lub więcej głębokie dojście do Boga w swojej głębi”. Dusza szczera, “podnosząc się mocą swego wewnętrznego spojrzenia, wchodzi w siebie i kontempluje we własnej przepaści sanktuarium, gdzie została dotknięta” dotknięciem Trójcy Świętej. W ten sposób wniknęła do swojej głębi, “aż do samego fundamentu, którym jest brama życia wiecznego”.

Pierwsze rozważanie

  1. «Bóg nas wybrał w Nim przed założeniem świata, abyśmy byli świętymi i niepokalanymi przed oczyma Jego w miłości».

“Trójca Święta stworzyła nas na swój obraz, według odwiecznego naszego wzoru, jaki Ona posiadała w swoim łonie, zanim świat zaistniał”, na tym “początku bez początku”, o którym mówi Bossuet za świętym Janem: «In principio erat Verbum», «na początku było Słowo»; i można dodać: na początku była nicość, albowiem Bóg w swojej odwiecznej samotności już nas nosił w swojej myśli. “Ojciec kontempluje siebie” “w przepaści swojej płodności, i oto przez sam akt poznania rodzi drugą Osobę, Syna, swoje Odwieczne Słowo. Prototyp wszystkich stworzeń, które nie wyszły jeszcze z nicości, przebywał wiecznie w Nim, a Bóg widział je i kontemplował w ich prototypie, ale przebywającym w Nim samym. To życie wieczne, które nasze typy posiadają bez nas w Bogu, jest przyczyną naszego stworzenia”.

  1. “Nasza stworzona istota żąda połączenia się ze swoim początkiem”. Słowo, “Odblask Ojca, jest odwiecznym prototypem, według którego zostały nakreślone stworzenia w dzień ich stworzenia”. Oto “dlaczego Bóg chce, żebyśmy, wyzwoleni od nas samych, wyciągali ręce ku naszemu wzorcowi i abyśmy go posiedli”, “wznosząc się” ponad wszystkie rzeczy “ku naszemu ideałowi”. “Ta kontemplacja otwiera” przed duszą “nieoczekiwane horyzonty”; “ona w pewien sposób posiada już wieniec, ku któremu dąży”. Niezmierne bogactwa, które Bóg ma z natury, my możemy je mieć na mocy miłości; przez Jego przebywanie w nas i przez nasze przebywanie w Nim”. “To właśnie mocą tej olbrzymiej miłości” my jesteśmy pociągani w głąb “wewnętrznego sanktuarium”, gdzie Bóg “wyciska w nas pewien obraz swego majestatu”. A więc dzięki miłości i przez miłość, jak mówi Apostoł, my możemy być niepokalanymi i świętymi w obecności Boga i śpiewać z Dawidem: «I będę nieskalany, i będę się strzegł nieprawości mojej».

Drugie rozważanie

  1. «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty». Tak mówi Pan. “Jakikolwiek byłby nasz rodzaj życia lub jakakolwiek byłaby szata, która nas okrywa, każdy z nas powinien być świętym Bożym”. Kto więc jest “najświętszym”? “Jest to [człowiek] najbardziej miłujący, to jest ten, kto najbardziej ma wzrok skierowany na Boga i kto najpełniej wykonuje żądania Jego wzroku”. Jak zadośćuczynić żądaniom wzroku Bożego, jeśli nie będąc “szczerze i z miłością” zwróconym ku Niemu, aby On mógł odbić swój własny obraz, jak słońce odbija i przenika na wylot czysty kryształ. «Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze»: taka była wielka wola Serca naszego Boga. “Bez podobieństwa, jakie wypływa z łaski, czeka nas wieczne potępienie. Od czasu, kiedy Bóg dostrzegł, że jesteśmy zdolni przyjąć Jego łaskę, Jego wolna dobroć jest gotowa udzielić nam daru, który nam daje Jego podobieństwo. Nasza zdolność przyjęcia Jego łaski zależy od wewnętrznej nieskazitelności, z jaką my idziemy ku Niemu”. A Bóg, “przynosząc nam swoje dary”, może wtedy “On sam oddać się, wycisnąć na nas swoje podobieństwo, nas rozgrzeszyć i nas uwolnić”.
  2. “Najwyższa doskonałość w tym życiu — mówi pewien pobożny autor — polega na tak wielkim zjednoczeniu z Bogiem, że dusza ze wszystkimi swoimi władzami i siłami jest skupiona w Bogu”, “tak że jej uczucia, złączone w miłosnej radości, znajdują tylko odpoczynek w posiadaniu Stwórcy. Na obraz Boży, wyciśnięty na duszy, w rzeczywistości składa się rozum, pamięć i wola. Dopóki te władze nie noszą na sobie doskonałego obrazu Boga, nie są one podobne do Niego, jak w dzień stworzenia. Formą duszy jest Bóg, który powinien odcisnąć się na niej jak pieczęć na wosku, jak znamię na swoim przedmiocie. To zaś realizuje się w pełni tylko wtedy, gdy rozum jest w pełni oświecany poznaniem Boga, gdy wola jest przykuta do miłości dobra najwyższego, gdy pamięć jest w pełni pochłonięta w kontemplacji i zażywaniu szczęścia wiecznego”. “I tak, jak chwała błogosławionych nie jest niczym innym, jak doskonałym posiadaniem tego stanu, jest oczywiste, że zapoczątkowane posiadanie tych dóbr stanowi doskonałość w tym życiu”. Żeby “zrealizować ten ideał”, trzeba “trwać skupioną w sobie”, “trwać w milczeniu w obecności Boga”, dopóki dusza “nie pogrąży się, nie rozszerzy, nie rozpali i zatopi się w Nim, w pełni bez granic”.

Pierwsze rozważanie

  1. «Których [Bóg] przejrzał i przeznaczył, aby byli podobni do obrazu Syna Jego… Których zaś przeznaczył, tych też wezwał; a których wezwał, tych też usprawiedliwił; których zaś usprawiedliwił, tych też uwielbił. Cóż więc powiemy na to? Jeśli Bóg za nami, kto przeciwko nam?… Któż więc mnie odłączy od miłości Chrystusowej?» Taka tajemnica o przeznaczeniu jawiła się przed oświeconym wzrokiem Apostoła, tajemnica o wybraniu Bożym. «Tych, których przejrzał». Czy my jesteśmy z ich liczby? Czyż Bóg nie może powiedzieć do naszej duszy tego, co niegdyś powiedział głosem swego proroka: «Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. Rozciągnąłem połę płaszcza mego nad tobą. Związałem się z tobą przysięgą i wszedłem z tobą w przymierze, i stałaś się moją».
  2. Tak, my stałyśmy się Jego przez chrzest, co św. Paweł chce wyrazić tymi słowami: «Wezwał ich». Tak, wezwał, abyśmy otrzymały pieczęć Trójcy Świętej. Równocześnie — według słownictwa świętego Piotra — stałyśmy się «uczestniczkami Boskiej natury», otrzymałyśmy «początek Jego istności»… Następnie nas usprawiedliwił przez swoje sakramenty, przez swoje bezpośrednie «dotknięcia» w skupieniu “w głębi” naszej duszy; także zostałyśmy usprawiedliwione przez wiarę i według stopnia naszej wiary w odkupienie, poprzez które Jezus Chrystus nas zdobył. Na koniec chce On nas otoczyć chwałą, i dlatego — mówi św. Paweł — « uczynił nas godnymi cząstki dziedzictwa świętych w światłości»; jednak zostaniemy otoczone chwałą w takiej mierze, w jakiej upodobnimy się do obrazu Jego Boskiego Syna. Kontemplujmy więc ten godny uwielbienia Obraz, trwajmy bez przerwy pod Jego promieniowaniem, aby On w nas się odcisnął. Potem idźmy do wszystkiego w takiej postawie duszy, w jakiej by szedł nasz święty Mistrz. Wtedy spełnimy wielką wolę, poprzez którą Bóg «postanowił…, żeby odnowić wszystko w Chrystusie».

Drugie rozważanie

  1. «Uważam wszystko za stratę dla wzniosłego poznania Jezusa Chrystusa, Pana mojego. Dla Jego miłości wszystko postradałem i mam sobie za gnój, bylebym Chrystusa pozyskał. Chcę, żebym Go poznał i uczestnictwo w cierpieniach Jego, upodabniając się do śmierci Jego. Biegnę, żebym jakoś uchwycił to, w czym jestem uchwycony; zapominając o tym, co poza mną jest, z natężeniem dążąc do tego, co przede mną, biegnę do wyznaczonego kresu, do wzniosłego wezwania Bożego w Chrystusie Jezusie». To znaczy, nie chcę niczego więcej, oprócz utożsamienia się z Nim: «Mihi vivere Christus est» — «dla mnie życiem jest Chrystus»!…

Cała gorąca dusza św. Pawła przenika te wiersze. W czasie tych rekolekcji celem jest nasze większe upodobnienie się do naszego uwielbionego Mistrza, co więcej, do naszego tak doskonałego połączenia się z Nim, żebyśmy mogły powiedzieć: «Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie». Och, studiujmy ten boski Model: jego poznanie, mówi nam Apostoł, jest tak bardzo «wzniosłe».

  1. Przeto przychodząc na świat, co mówi? «Całopalenia i ofiary nie podobały się Tobie; wtedy przyjąłem ciało: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją». W ciągu trzydziestu trzech lat ta wola była Jego codziennym chlebem, tak że w chwili oddawania duszy w ręce Ojca On mógł Mu powiedzieć: «Wykonało się». Tak, wszystkie życzenia, wszystkie zostały wykonane, i dlatego «Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi». W rzeczywistości Jezus Chrystus, przemawiając do swoich apostołów o tym pokarmie, którego oni nie znali, powiedział do nich, że było nim wypełnienie woli Tego, który Go posłał. Również On mógł powiedzieć: Ja nigdy nie jestem sam, ale «Ten, który Mnie posłał, zawsze jest ze Mną, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba».
  2. Jedzmy z miłością ten chleb woli Bożej. Jeżeli czasem ta wola jest bardziej krzyżująca, możemy niewątpliwie powtarzać za naszym Mistrzem: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich», ale zaraz dodawajmy: «wszakże nie jak ja chcę, ale jak Ty»; i spokojnie i z mocą, z Boskim Ukrzyżowanym, my także wspinajmy się na Kalwarię, w głębi naszych dusz śpiewając, albowiem ci, którzy idą tą bolesną drogą, to są ci, «których On poznał i przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna», Ukrzyżowanego z miłości!

Pierwsze rozważanie

  1. «Bóg… nas przeznaczył dla siebie na przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, dla uwielbienia chwały łaski swojej, którą nas obdarzył w umiłowanym Synu swoim. W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów według bogactw łaski jego, która nader obfitowała w nas we wszelkiej mądrości i roztropności…» “Dusza stawszy się rzeczywiście córką Bożą, jest — według słowa Apostoła — poruszana przez samego Ducha Świętego: «wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi»”. I jeszcze: «Nie otrzymaliśmy… ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliśmy ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: “Abba, Ojcze!” Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro z Nim współcierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale». “Jest to dla nas, abyśmy doszli do tej przepaści chwały, ponieważ Bóg nas stworzył na swój obraz i podobieństwo”.

«Popatrzcie — mówi św. Jan — jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy… Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty».

  1. Oto miara świętości dzieci Bożych: być świętym, jak Bóg, być świętym świętością Boga; i to żyjąc kontakcie z Nim w głębi przepaści bez dna, «wewnątrz». “Wtedy dusza zdaje się posiadać pewne podobieństwo z Bogiem, który znajdując rozkosz we wszystkich rzeczach, nie znajduje jednak nigdy tak wielkiej, jak w sobie samym, albowiem On posiada w sobie dobro najwyższe, przed którym znikają wszystkie inne. Również wszystkie radości, jakie przychodzą na duszę, są dla niej ostrzeżeniami, zachęcającymi ją do kosztowania przede wszystkim dobra, którego ona jest w posiadaniu i z którym niczego nie można porównać”. «Ojcze nasz, który jesteś w niebie»… To w “tym małym niebie” On staje się obecny w centrum naszej duszy, gdzie my powinniśmy Go szukać, a nade wszystko gdzie powinniśmy przebywać.
  2. Chrystus pewnego razu powiedział do Samarytanki, że Ojciec szuka prawdziwych czcicieli w duchu i w prawdzie. Żeby sprawić radość Jego Sercu, bądźmy tymi wielkimi czcicielkami. Czcijmy Go «w duchu», to znaczy, miejmy serce i myśl utkwione w Nim, a ducha pełnego Jego poznania w świetle wiary. Czcijmy Go «w prawdzie», to znaczy, naszymi czynami, albowiem nade wszystko w czynach jesteśmy prawdziwe. Jest to zawsze pełnienie tego, co się Ojcu podoba, którego jesteśmy dziećmi. Na koniec czcijmy w duchu i w prawdzie, to znaczy, przez Jezusa Chrystusa i z Jezusem Chrystusem, albowiem On sam jest prawdziwym Czcicielem w duchu i w prawdzie.
  3. Wtedy będziemy córkami Boga; “doświadczalnie znamy prawdę tych słów Izajasza: «przy piersiach was poniosą, a na kolanach będą pieścić się z wami»”. Rzeczywiście, “całym zajęciem Boga zdaje się być obsypywanie duszy pieszczotami i dowodami czułości, jak matka, która wychowuje swoje dziecko i karmi swoim mlekiem”. Och, bądźmy uważne na tajemniczy głos naszego Ojca! «Córko — mówi On — daj mi swe serce».

Drugie rozważanie

  1. «Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla zbytniej miłości swojej, którą nas umiłował, i gdyśmy byli umarłymi przez grzechy, ożywił nas wespół w Chrystusie…» «Wszyscy zgrzeszyli i niedostaje im chwały Bożej. Usprawiedliwieni darmo przez łaskę jego, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie. Jego Bóg uczynił we wierze ofiarą przebłagalną przez krew jego za grzechy, dla okazania równocześnie, że sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwiający tego, który posiada wiarę w Jezusa Chrystusa» (św. Paweł).

“Grzech jest złem tak bardzo przerażającym, iż aby szukać jakiegokolwiek dobra lub unikać jakiegokolwiek zła, nie wolno popełnić żadnego grzechu”. “Tymczasem my popełniliśmy ich wielką liczbę”. Jak możemy nie “słabnąć we czci, kiedy toniemy w przepaści miłosierdzia i kiedy oczy naszej duszy są zatrzymane na tym fakcie: Bóg zgładził nasze grzechy”. On powiedział: «Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów».

“Pan w swojej łaskawości zechciał odrzucić nasze grzechy tak same w sobie, jak i w stosunku do nas; znalazł sposób, żeby stały się dla nas pożyteczne, żeby je przemienić w naszych rękach w narzędzia zbawienia. Żeby to jednak w niczym nie umniejszyło ani naszego lęku przez popełnieniem grzechu ani naszego bólu po popełnieniu grzechu. Ale nasze grzechy” “stały się dla nas źródłem pokory”.

  1. Kiedy dusza “w swojej głębi, z oczami pałającymi miłością, rozważa niezmierzoność Boga, jego wierność, Jego dowody miłości, Jego dobrodziejstwa, które nie mogą niczego dodać do Jego szczęścia; kiedy następnie, patrząc na siebie, widzi swoje zamachy przeciwko niezmierzonemu Panu, zwraca się ku swojej własnej głębi z taką pogardą siebie, że nie wie co zrobić, żeby ostać się na widok swojej potworności”. To, co ona ma “najlepszego do zrobienia, to skarżyć się przed Bogiem, swoim Przyjacielem, na moce pogardy siebie, które ją zawodzą, bo nie strącają jej tak nisko, jakby ona tego chciała. Zdaje się na wolę Bożą i, w wewnętrznej abnegacji, znajduje prawdziwy pokój, niezwyciężony i doskonały, którego nic nie zamąci. Rzuciła się bowiem w przepaść, tak że nikt jej tam nie będzie szukał”.
  2. “Gdyby ktoś mi twierdził, że znalazłszy dno, zanurzył się w pokorze, ja nie zaprzeczałabym tego. Wydaje mi się jednak, że zatopić się w pokorze, jest to to samo, co zatopić się w Bogu, albowiem Bóg jest głębią przepaści. Oto dlaczego pokora, podobnie jak i miłość, jest zdolna do wzrostu”. “Ponieważ dno pokorne jest naczyniem, którego potrzebujemy, naczyniem zdolnym [przyjąć] łaskę, a Bóg chce ją tam wlać”, bądźmy “pokorne”. “Nigdy człowiek pokorny nie umieści Boga dostatecznie wysoko ani samego siebie dostatecznie nisko. Lecz oto dzieje się coś dziwnego: jego niemożność zamienia się na mądrość, a braki jego aktu, zawsze niedostatecznego w jego oczach, będą największą wonnością jego życia. Ktokolwiek posiada dno pokory nie potrzebuje wielu słów, żeby się pouczyć; Bóg mówi mu więcej rzeczy, niż można by go ich nauczyć; uczniowie Boży są w tej sytuacji”.

Pierwsze rozważanie

  1. «Si scires donum Dei…». «O, gdybyś znała dar Boży», powiedział pewnego wieczoru Chrystus do Samarytanki. Ale jakiż jest ten dar Boży, jeśli nie On sam? A tymczasem mówi nam Jego umiłowany uczeń: On przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli. Święty Jan Chrzciciel mógłby jeszcze do wielu dusz powtórzyć te słowa wyrzutu: «Pośród was, “w was“, znajduje się Ten, którego wy nie znacie».
  2. «O, gdybyś znała dar Boży…» Istnieje stworzenie, które poznało ten dar Boży, stworzenie, które nie straciło z niego nawet odrobiny, stworzenie, które było tak czyste, tak świetlane, tak że zdaje się być samym Światłem: «Speculum justitiae». Stworzenie, którego życie było tak bardzo proste, tak bardzo zagubione w Bogu, że prawie nic o nim nie możemy powiedzieć.

«Virgo fidelis»: to jest «Panna wierna», ta, która «zachowywała wszystkie sprawy w swoim sercu», uważała się za tak małą, tak skupioną w obliczu Boga, w ukryciu świątyni, że ściągnęła na siebie upodobanie Trójcy Świętej: «Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia!…». Ojciec pochylając się ku temu stworzeniu tak bardzo pięknemu, tak nieświadomemu swojej piękności, zechciał, żeby ono zostało w czasie Matką Tego, którego On jest Ojcem w wieczności. Wtedy Duch miłości, który kieruje wszystkimi działaniami Bożymi, zstąpił; Dziewica wypowiedziała swoje «fiat»: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa», i dokonało się największe misterium. Na skutek zstąpienia Słowa do niej, Maryja na zawsze stała się zdobyczą Boga.

  1. Wydaje mi się, że postawa Najświętszej Dziewicy w ciągu miesięcy, które upłynęły między Zwiastowaniem a Narodzeniem, jest wzorem dla dusz wewnętrznych, istot, które Bóg wybrał, by żyły wewnątrz, w głębi przepaści bez dna. W jakimż pokoju, w jakim skupieniu Maryja udawała się i oddawała wszystkim sprawom! Jak te, które były najbardziej pospolite, były przez nią przebóstwiane! Dlatego, że poprzez wszystko Najświętsza Dziewica pozostawała czcicielką daru Bożego! To jej wcale nie przeszkadzało udzielać się na zewnątrz, gdy chodziło o świadczenie miłości. Ewangelia nam mówi, że Maryja z pośpiechem poszła w góry judzkie, aby usłużyć swojej krewnej Elżbiecie. Nigdy niewysłowiona wizja, jaką kontemplowała w sobie, nie umniejszyła jej zewnętrznej miłości. Albowiem, jak mówi pewien pobożny autor, kiedy kontemplacja “odnosi się do chwały Bożej i wieczności jej Pana, wtedy posiada jedność i jej nie straci. Kiedy przybywa rozkaz z nieba, wtedy ona zwraca się ku ludziom, współczuje wszystkim ich potrzebom, pochyla się nad wszystkimi ich nędzami; trzeba, żeby płakała i żeby była płodna. Ona oświeca jak ogień; jak on płonie, pochłania i pożera, podnosząc ku niebu to, co pochłonęła. A kiedy spełni swoją czynność na ziemi, podnosi się i ponownie, płonąc swoim ogniem, podejmuje drogę ku wyżynom”.

Drugie rozważanie

  1. Zostaliśmy «przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu».

To św. Paweł tak mówi, święty Paweł pouczony przez samego Boga. Jak zrealizować to wielkie marzenie Serca naszego Boga, tę niezmienną wolę dotyczącą dusz naszych? Jak w jednym słowie odpowiedzieć na nasze powołanie i stać się doskonałymi Sławami chwały Najświętszej Trójcy?

  1. “W niebie” każda dusza jest sławą chwały Ojca, Słowa i Ducha Świętego, albowiem każda dusza jest utwierdzona w czystej miłości i “już nie żyje własnym życiem, ale życiem Bożym”. A więc ona tak Go zna — mówi św. Paweł — jak sama jest poznana przez Niego. Innymi słowy, “jej rozum jest rozumem Bożym, jej wola jest wolą Bożą, jej miłość jest tą samą miłością Bożą. To w rzeczywistości Duch miłości i mocy przekształca duszę, albowiem On po to został dany, żeby dopełniać to, czego jej brakuje”, jak jeszcze mówi św. Paweł; “On dokonuje w niej tego chwalebnego przekształcenia”. Święty Jan od Krzyża twierdzi, że “że niewiele potrzeba, żeby dusza oddana miłości, mocą Ducha Świętego, wzniosła się na stopień, o którym mówiliśmy”, już tu na ziemi! Oto co ja nazywam doskonałą sławą chwały!
  2. Sława chwały jest duszą, która mieszka w Bogu, która kocha Go miłością czystą i bezinteresowną, nie szukając siebie w słodyczy tej miłości; jest duszą, która Go miłuje ponad wszystkie Jego dary, tak jakby niczego od Niego nie otrzymała i która pragnie dobra Przedmiotu tak miłowanego. A więc, jak ma pragnąć i chcieć rzeczywiście dobra Bogu, jeśli nie pełniąc Jego wolę, albowiem ta wola kieruje wszystkie sprawy ku większej Jego chwale? Dlatego ta dusza powinna temu oddawać się w pełni, na przepadłe, aż do tego stopnia, by nie chcieć niczego innego, jak tylko tego, czego chce Bóg.

Sława chwały jest duszą milczenia, która zachowuje się jak lira pod tajemniczym dotknięciem Ducha Świętego, tak aby On z niej wydobywał boskie harmonie; ona wie, że cierpienie jest struną, która wydaje jeszcze piękniejsze dźwięki i dlatego lubi ją widzieć w swoim instrumencie, aby jeszcze delikatniej poruszać Serce swego Boga.

Sława chwały jest duszą, która wpatruje się Boga w wierze i w prostocie; jest zwierciadłem tego wszystkiego, czym On jest; jest niczym bezdenna przepaść, w której On może się rozpływać, rozlewać; jest także jak kryształ, poprzez który On może promieniować i kontemplować wszystkie swoje doskonałości i własną wspaniałość. Dusza, która w ten sposób pozwala Boskiej Istocie zaspokajać w niej potrzebę komunikowania “wszystkiego, czym On jest i wszystko, co posiada”, w rzeczywistości jest sławą chwały wszystkich Jego darów.

Na koniec sława chwały jest istotą zawsze będącą w dziękczynieniu. Każdy z jej czynów, jej poruszeń, każda z jej myśli, aspiracji, w miarę jak coraz głębiej zapuszczają korzenie w miłości, są niczym echo wiekuistego Sanctus.

  1. W niebie chwały błogosławieni nie mają “spoczynku, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący… A upadając na twarze, oddają pokłon Żyjącemu na wieki wieków…”.

W niebie jej duszy sława chwały rozpoczyna swoje oficjum z wieczności. Jej kantyk jest nieprzerwany, ponieważ ona jest pod działaniem Ducha Świętego, który wszystkiego w niej dokonuje; i chociaż ona nie zawsze to sobie uświadamia, ponieważ słabość natury na to jej nie pozwala, żeby była zatopiona w Bogu bez żadnych rozproszeń, mimo to zawsze śpiewa, zawsze adoruje, i — by tak rzec — cała zamieniła się w chwałę i miłość, w żarliwość o chwałę swego Boga. W niebie naszej duszy bądźmy sławami chwały Trójcy Świętej, sławami miłości naszej Niepokalanej Matki. Pewnego dnia opadnie zasłona, zostaniemy wprowadzone do wiekuistych przedsionków, i tam będziemy śpiewać na łonie nieskończonej Miłości. A Bóg nam da imię obiecane zwycięzcy. Jakie ono będzie? Laudem gloriae.

 Previous  All works Next