Loading...

Ostatnie rekolekcje Laudem Gloriae

Ostatnie rekolekcje Laudem Gloriae

Ze swojej celki w infirmerii, 14 lipca 1906 r., s. Elżbieta od Trójcy Świętej powiadamia matkę Marię od Jezusa, że jutro ma rozpocząć swoje doroczne rekolekcje i ostatnie — wie to nazbyt dobrze: «Bardzo się cieszę, że mogę Matkę spotkać w mojej wielkiej podróży: wyjeżdżam z Najświętszą Dziewicą, w wieczór Jej Wniebowzięcia, aby się przygotować do życia wiecznego. Nasza matka [m. Germana] sprawiła mi wielką przyjemność, mówiąc mi, że te rekolekcje będą moim nowicjatem przed wejściem do nieba, i że 8 grudnia [piąta rocznica obłóczyn], jeżeli Najświętsza Dziewica ujrzy mnie przygotowaną, przyodzieje mnie w szatę chwały. Szczęście wieczne coraz bardziej mnie pociąga: między moim Mistrzem a mną nie ma problemów co do tego, i dlatego całym moim zajęciem jest przygotowanie się do życia wiecznego».

Elżbieta «poprosiła o łaskę rekolekcji» aż do «31 sierpnia». Przeorysza, która od niedawna ma w rękach notes z Niebo w wierze i która od dłuższego czasu myśli o nekrologicznym Okólniku, jaki będzie musiała wkrótce napisać o umierającej młodej siostrze, prosi ją: «żeby po prostu notowała swoje dobre spotkania». S. Elżbieta «zrozumiała i wyraziła zgodę uśmiechając się».

Mały notes, zapisany atramentem, ma dla nas być echem tamtych «dobrych spotkań»…

Dopiero 24 września s. Elżbieta wręczy swojej przeoryszy te notatki, zawinięte w bardzo ubogi papier pakunkowy, noszący ten oto napis: «Ostatnie rekolekcje Laudem gloriae». Otwierając notes, czytamy u góry na pierwszej stronie, zanim właściwy tekst się zacznie: «Czwartek, 16 sierpnia. Pierwszy dzień».

«16 dzień» logicznie prowadzi nas do 31 sierpnia, czyli do zakończenia rekolekcji. S. Elżbieta wręcza jednak swój notes dopiero 24 września.

Biorąc pod uwagę chorobę s. Elżbiety, jej rekolekcje nie przebiegają tak jak w innych latach. Z jednej strony nie bierze udziału wspólnotowo w Oficjum Pańskim i w posiłkach, z drugiej strony samotność i milczenie w ciągu dnia nie mogą być także absolutne. Są odwiedziny sióstr infirmariuszek, które przynoszą odrobinę jedzenia, to, co ona jeszcze może spożywać, prześciełają łóżko dla wyczerpanej chorej, zamiatają celę, pielęgnują, a także są odwiedziny lekarza. Przynajmniej jeszcze jedna siostra (bardzo wiekowa, która umrze w pięć dni po s. Elżbiecie) również mieszka w infirmerii. S. Elżbieta ponadto w tamtych dniach widuje swoją matkę w rozmównicy przy infirmerii: nie chciała powiadamiać swoich bliskich o tych osobistych rekolekcjach, żeby nie odbierać im pociechy z jednych więcej odwiedzin przed bliską już jej śmiercią. W tym okresie nie pozostaje zawsze w swojej celce, ale korzysta z «pięknej pogody», by «wyjść na taras».

Elżbieta spędza całe dnie na modlitwie, lekturze, milczeniu, spoczynku. Dopiero wieczorem, kiedy to jest mniej narażona na ryzyko, że odwiedzinami przerwą jej pielęgniarki, redaguje swoje notatki z rekolekcji. Matka Germana mówi, że te stronice były «pisane podczas męczących bezsenności, pod uciskiem tak dojmujących boleści, że biedne dziecko czuło się bliskie omdlenia». Nocna lampka, w świetle której spisuje swoje myśli, jest niejako symbolem jej woli ofiarowania się «pożerającemu ogniowi» Bożemu, oświecanej tylko «pięknym światłem wiary», «jedynym, które powinno mnie oświecać, aby iść naprzeciw Oblubieńca».

Zapiski z rekolekcji niekoniecznie wskazują na jej modlitwę z tego właśnie dnia, ani cytowane teksty na lekturę danego dnia. Modlitwa s. Elżbiety jest mniej złożona z myśli, co raczej z uwagi miłosnej, wytrwałej, wierzącej w Obecność, która w niej mieszka, i w Miłość, która ją przyzywa. To całość myśli wyrażonych w Ostatnich Rekolekcjach odmalowuje jej życie wewnętrzne w tamtej chwili.

  1. «Nescivi». “Nic nie wiedziałam”. Oto co śpiewa “oblubienica z Pieśni nad pieśniami” potem, jak została zaprowadzona do wewnętrznej celi. Wydaje mi się, że powinien to być także refren sławy chwały w pierwszym dniu rekolekcji, w czasie których Mistrz przeniknął do głębi przepaści bez dna, aby nauczyć ją wykonywania obowiązku, jaki będzie jej zadaniem w wieczności, w którym powinna ćwiczyć się już w czasie, który jest rozpoczętą wiecznością, ale będącą w ciągłym rozwoju. «Nescivi!»… Już niczego więcej nie wiem, nie chcę niczego więcej wiedzieć, jak tylko poznać Jego, udział w Jego cierpieniach, upodobnienie się do Jego śmierci. «Tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Boskiego Syna», Ukrzyżowanego z miłości. Kiedy w pełni upodobnię się do tego boskiego Wzoru, cała przejdę w Niego, a On we mnie, wtedy wypełnię moje odwieczne powołanie: powołanie, dla którego Bóg mnie wybrał w Nim «in principio», to powołanie, które będę w dalszym ciągu spełniać «in aeternum», wtedy, gdy zanurzona w łonie Trójcy Świętej, będę nieustanną sławą Jej chwały, Laudem gloriae ejus.
  2. Nikt Ojca nie widział — mówi nam św. Jan — jedynie Syn i ci, którym Syn zechciał objawić. Wydaje mi się, że również można powiedzieć: Nikt nie przeniknął tajemnicy Chrystusa w jej głębi, jedynie Najświętsza Dziewica. Św. Jan i Magdalena bardzo głęboko wczytali się w tę tajemnicę, św. Paweł często mówi o zrozumieniu, jakie zostało mu dane na jej temat, a jednak jakże wszyscy święci pozostają w cieniu, kiedy patrzymy na blaski Najświętszej Dziewicy!…

Niewysłowiony jest sekret, który ona zachowywała i rozważała w swoim sercu, i którego żaden język nie mógł objawić, ani pióro nie mogło wytłumaczyć! Ta Matka łaski ukształtuje moją duszę tak, aby Jej dzieciątko było żywym obrazem, «zachwycającym» jej Pierworodnego, Syna [Ojca] Przedwiecznego, Tego, który był doskonałym uwielbieniem chwały swego Ojca.

  1. «Dusza moja zawsze jest w moich rękach». Oto co rozbrzmiewało w duszy mego Mistrza. Oto także dlaczego wśród wszelkiej trwogi On zawsze trwał Spokojny i Mocny. Moja dusza jest zawsze w moich rękach!… Cóż innego ma to wyrażać, jeśli nie to pełne posiadanie siebie w obecności [Króla] Pokoju? Jest jeszcze inny śpiew Chrystusa, który chciałabym nieustannie powtarzać: «Moc moją Tobie zachowam»… Moja Reguła mówi mi: «W milczeniu będzie wasza siła». Wydaje mi się, że zachować swoją moc Panu, jest to zaprowadzić jedność w całej swojej istocie poprzez wewnętrzne milczenie, to zebrać wszystkie swoje władze, by je zająć tylko ćwiczeniem się w miłości, to mieć to oko szczere, które pozwala światłu Bożemu nas opromieniać. Dusza, która prowadzi dyskusje ze swoim «ja», która zajmuje się swoimi czułostkami, która ugania się za myślą niepożyteczną, jakimkolwiek pragnieniem, ta dusza rozprasza swoje siły, ona nie jest całkowicie nastawiona na Boga: jej lira nie drga unisono i kiedy Mistrz jej dotyka, nie może z niej wydobyć boskich harmonii, jest bowiem jeszcze zbyt ludzka, co powoduje dysonans. Dusza, która zachowuje jeszcze cośkolwiek w swoim «wewnętrznym królestwie», którego wszystkie władze nie są «zamknięte» w Bogu, nie może śpiewać doskonałej sławy chwały. Ona nie jest w stanie bez przerwy śpiewać tego «canticum magnum», o którym mówi św. Paweł, ponieważ nie panuje w niej jedność. Zamiast bowiem szczerze zdążać do Jego chwały we wszystkich rzeczach, musi wciąż stroić struny swego instrumentu, które po trochu rozbiegają się w różne strony.
  2. Jak bardzo jest nieodzowna ta piękna jedność wewnętrzna duszy, która już tu na ziemi chce żyć życiem błogosławionych, to znaczy, życiem istot szczerych, duchów. Wydaje mi się, że Mistrz patrzył na to, gdy mówił do Magdaleny o «Unum necesarium»! Jak bardzo to zrozumiała ta wielka święta! Oko jej duszy, oświecone światłem wiary, rozpoznało swego Boga pod zasłoną człowieczeństwa i w milczeniu, w zjednoczeniu swoich władz, słuchała słowa, które On do niej mówił. Ona mogła śpiewać: «Dusza moja zawsze jest w rękach moich» oraz to jeszcze krótkie słowo: «Nescivi». Tak, ona nie znała już niczego poza Nim! Można było wokół niej hałasować, robić zgiełk: «Nescivi»! Można ją było oskarżać: «Nescivi»! Ani sprawy honoru, ani rzeczy zewnętrzne nie mogły wytrącić jej z jej świętego milczenia.
  3. Tak samo dzieje się z duszą, która weszła do twierdzy świętego skupienia: oko jej duszy, otwarte na jasności wiary, odkrywa swego Boga obecnego, żyjącego w niej. Z kolei ona pozostaje tak bardzo obecna w Nim, w swojej pięknej prostocie, której On w niej strzeże z zazdrosnym zatroskaniem. Wtedy mogą przychodzić z zewnątrz wstrząsy, z wewnątrz burze, wtedy można dotknąć ją na punkcie honoru: «Nescivi»! Bóg może się ukryć, odebrać jej wdzięk dostrzegalny: «Nescivi»… I jeszcze ze świętym Pawłem: Dla Jego miłości straciłam wszystko. Wtedy Mistrz jest wolny, wolny, by wejść w nią, oddać się jej «według swojej miary». A dusza w ten sposób uproszczona, zjednoczona w sobie, staje się tronem Niezmiennego, albowiem jedność jest tronem Trójcy Świętej.
  1. Zostaliśmy «przeznaczeni według postanowienia Tego, który sprawuje wszystko według rady swojej woli, abyśmy byli na uwielbienie Jego chwały». To święty Paweł włącza nas w to wybranie Boże, ten św. Paweł, który tak głęboko przeniknął «tajemnicę zakrytą od wieków w Sercu Boga». Teraz zaś daje nam światło co do tego powołania, do którego zostaliśmy wezwani. «Bóg — mówi on nam — nas wybrał w Nim przed założeniem świata, abyśmy byli świętymi i niepokalanymi przed oczyma Jego w miłości». Jeżeli zestawię ze sobą te dwie wypowiedzi na temat planu Bożego i wiecznie niezmiennego, wyciągam wniosek, że aby godnie wypełnić mój obowiązek Laudem gloriae, powinnam we wszystkim trwać «w obecności Bożej»; co więcej, Apostoł mówi: «in charitate», to znaczy w Bogu, bo «Deus charitas est…»; i właśnie ten kontakt z Istotą Bożą uczyni mnie niepokalaną i świętą w Jego oczach…
  2. Odnoszę to do pięknej cnoty, jaką jest prostota, o której pewien pobożny autor napisał: «Ona daje duszy odpoczynek przepaści», to znaczy ten odpoczynek w Bogu, niezgłębionej Przepaści, preludium i echo tego wiecznego szabatu, o którym mówi św. Paweł: «My bowiem, którzyśmy uwierzyli, wejdziemy do tego odpocznienia».

Błogosławieni mają ten odpoczynek przepaści, albowiem kontemplują Boga w prostocie Jego Istoty. Oni poznają — mówi jeszcze św. Paweł — jak są poznani przez Niego, to znaczy, przez widzenie intuicyjne, proste wejrzenie. I to dlatego — kontynuuje dalej tenże święty — oni są przemienieni z jasności w jasność przez moc Jego Ducha, w Jego własny Obraz. A więc są nieustannym uwielbieniem chwały Istoty Bożej, która ogląda w nich swój własny blask.

  1. Wydaje mi się, że sprawiłoby niezmierną radość Bożemu Sercu, gdybyśmy w niebie naszej duszy ćwiczyli się w tym zajęciu błogosławionych i trwali przy Nim poprzez tę zwykłą kontemplację, która zbliża duszę do stanu niewinności, w którym Bóg ją stworzył przed grzechem pierworodnym na swój obraz i podobieństwo. Takie było marzenie Stwórcy: móc kontemplować siebie w swoim stworzeniu i widzieć w nim promieniejące wszystkie swoje doskonałości, całą swoją piękność, jak poprzez jakiś kryształ czysty i bez skazy. I czyż nie ma tutaj pewnego rodzaju rozszerzenia Jego własnej chwały?…

Dusza poprzez prostotę spojrzenia, z jakim patrzy w swój boski przedmiot, czuje się odłączona od wszystkiego, co ją otacza, nade wszystko zaś odłączona od siebie samej. Wtedy jaśnieje tym «poznaniem chwały Boga», o którym mówi Apostoł, albowiem pozwala Istocie Bożej odbijać się w niej i udzielać jej wszystkich swoich atrybutów. Naprawdę, ta dusza jest sławą chwały wszystkich Jego darów; ona śpiewa poprzez wszystko, nawet przez akty najbardziej pospolite, canticum magnum, canticum novum…, a ta pieśń wprawia Boga w drżenie aż po same Jego głębie…

«Wzejdzie w ciemności światłość twoja — możemy powiedzieć z Izajaszem — a ciemności twoje będą jak południe. I da ci Pan odpocznienie zawsze, i napełni jasnością duszę twoją, a kości twoje wyzwoli; i będziesz jak ogród zroszony i jak zdrój wodny, którego wody nie ustaną… i wyniosę cię na wysokości ziemi»…

  1. Wczoraj św. Paweł, uchylając nieco zasłony, pozwolił mi zatopić mój wzrok w «dziedzictwie świętych w światłości», abym zobaczyła, jakie jest ich zajęcie i żebym się starała o tyle, o ile będzie to możliwe, dostosować moje życie do ich życia, żeby spełniać mój obowiązek Laudem gloriae. Dzisiaj zaś św. Jan, uczeń, «którego Jezus miłował», ma mi uchylić «bramy wieczne», abym mogła złożyć moją duszę w “świętym Jeruzalem, słodkiej wizji pokoju”!… A najpierw mi mówi, że nie ma światła w tym mieście, «gdyż je oświeciła jasność Boga, a lampą jego jest Baranek»…

Jeżeli chcę, aby moje wewnętrzne miasto, miało jakąś zgodność i podobieństwo do miasta «Króla wieków nieśmiertelnego» oraz otrzymało wielkie oświetlenie Boże, muszę wygasić wszelkie inne światła, tak żeby, jak w świętym mieście, Baranek w nim był «jedyną lampą».

  1. Oto ukazała mi się wiara, piękne światło wiary. To ona sama powinna mnie oświecać, abym szła naprzeciw Oblubieńca. Psalmista śpiewa, że On «uczynił ciemność kryjówką swoją», a potem zdaje się jak gdyby sobie zaprzeczać mówiąc, że przyodział się światłością jakby szatą. To, co dla mnie wynika z tej pozornej sprzeczności, to to, że ja powinnam zanurzyć się w “świętej ciemności”, tworząc noc i pustkę we wszystkich moich władzach. Wtedy spotkam mojego Mistrza i światłość, która Go otacza jakby szata, okryje także mnie, albowiem On chce, aby oblubienica była oświecana Jego światłem, tylko Jego światłem, posiadającym światłość Bożą.

Jest powiedziane, że Mojżesz, który był niezachwiany w wierze, «jakby widział Niewidzialnego». Wydaje mi się, taka powinna być postawa sławy chwały, która chce we wszystkim kontynuować swój hymn dziękczynny: niezachwiana w wierze, jakby widziała Niewidzialnego…, niezachwiana w wierze w «zbytnią miłość»… «Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam»…

  1. «Wiara zaś — mówi św. Paweł — jest podstawą tych rzeczy, których się spodziewamy, przeświadczeniem o rzeczach niewidzialnych».

Czy to jest takie ważne dla duszy, która skupiła się w świetle, jakie stworzyło w niej to słowo, czy będzie odczuwać lub nie będzie odczuwać, czy będzie w nocy czy też w świetle, czy będzie rozkoszować się czy nie będzie się rozkoszować?… Ona doświadcza pewnego rodzaju wstydu, czyniąc różnicę między tymi rzeczami; a gdy czuje, że jeszcze one ją dotykają, gardzi sobą głęboko ze względu na swoją małą miłość i zaraz patrzy na swego Mistrza, żeby On ją od nich uwolnił. Ona Go «wywyższa» — według wyrażenia pewnego wielkiego mistyka — “na najwyższy szczyt góry swego serca, ponad słodycze i pociechy, jakie od Niego spływają, albowiem postanowiła przekraczać wszystko, aby zjednoczyć się z Tym, którego miłuje”. Wydaje mi się, że do tej niezachwianej duszy, tej duszy niezachwianej w swojej wierze w Boga-Miłość, można zastosować słowa Księcia Apostołów: Ponieważ «wierzycie, ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały».

  1. «Ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć… To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek…, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu»…

Wszyscy ci wybrani mają w ręku palmę i są cali skąpani w wielkim świetle Bożym, przedtem zaś musieli przejść przez «wielki ucisk», poznać ten ból, który opiewa Psalmista, «wielki jak morze». Przed kontemplowaniem «z odkrytym obliczem… chwały Pańskiej» złączyli się w wyniszczeniu ze swoim Chrystusem. Zanim zostali przekształceni «z jasności w jasność» w ten sam obraz Istoty Bożej, upodobnili się do obrazu Słowa Wcielonego, Ukrzyżowanego z miłości.

  1. Dusza, która chce służyć Bogu w nocy i w dzień w Jego świątyni, przez które rozumiem to sanktuarium wewnętrzne, o którym mówi święty Paweł: «Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście», ta dusza powinna być zdecydowana rzeczywiście uczestniczyć w męce swojego Mistrza. Jest to dusza odkupiona, która z kolei powinna dokonywać odkupienia innych dusz, i dlatego będzie wygrywać na swojej lirze: chlubię się «z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa». «Z Chrystusem zostałam przybita do Krzyża»… I jeszcze: «W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół». «Stanęła królowa po prawicy twojej»: taka jest postawa tej duszy; ona idzie drogą kalwaryjską po prawicy swego Króla ukrzyżowanego, wyniszczonego, upokorzonego, a jednak zawsze tak bardzo mocnego, spokojnego, tak pełnego majestatu, idącego na swoją mękę, aby rozbłysła chwała Jego łaski, według tak bardzo mocnego wyrażenia świętego Pawła. On chce włączyć swoją oblubienicę w dzieło odkupienia, i dlatego ta droga bolesna, po której ona kroczy, wydaje się jej jako droga Szczęścia: nie tylko dlatego, że ona ją do niego prowadzi, ale jeszcze bardziej dlatego, że święty Mistrz pozwala jej zrozumieć, że ona powinna przekraczać to, co jest w tym cierpieniu gorzkie, aby — podobnie jak On — znaleźć w nim odpocznienie.
  2. Tak więc może służyć Bogu «w nocy i w dzień w Jego świątyni»! Doświadczenia z zewnątrz i z wewnątrz nie mogą zmusić jej do wyjścia ze swojej świętej fortecy, w której Mistrz ją zamknął. Ona nie odczuwa już «ani głodu, ani pragnienia», gdyż pomimo pożerającego ją pożądania szczęśliwości, znajduje swoje nasycenie w tym pokarmie, który był pokarmem jej Mistrza: «wola Ojca». «Ona nie odczuwa już, że pada na nią słońce», to znaczy, nie cierpi już z [tego powodu, że] cierpi. Wtedy Baranek może «ją prowadzić do źródeł wody żywej», tam, gdzie On chce, gdzie się Jemu podoba, albowiem ona nie patrzy na ścieżki, po których idzie, po prostu patrzy na Pasterza, który ją prowadzi. Bóg pochylając się nad tą duszą, Jego przybraną córką, tak bardzo upodobnioną do obrazu Jego Syna «pierworodnego wobec każdego stworzenia», uznaje ją za jedną z tych, które On «przeznaczył, powołał, usprawiedliwił». I On wzrusza się w swoim wnętrzu Ojca, myśląc o dokonaniu swego dzieła, to znaczy «otoczeniu chwałą», przenosząc ją do swego królestwa, aby tam śpiewała przez nieskończone wieki «sławę Jego chwały».
  1. «Ujrzałem: A oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mające imię Jego i imię Jego Ojca wypisane na czołach. I usłyszałem… głos jakby głos mnogich wód i jakby głos wielkiego gromu. A głos, który usłyszałem, brzmiał jak gdyby harfiarze uderzali w swe harfy. I śpiewają jakby pieśń nową przed tronem…: a nikt tej pieśni nie mógł się nauczyć prócz stu czterdziestu czterech tysięcy…, bo są dziewicami; ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie…».

Istnieją istoty, które już tu na ziemi stanowią część tego rodzaju czystego jak światło, one już noszą na swych czołach imię Baranka i imię Jego Ojca. «Imię Baranka»: ze względu na ich podobieństwo do tego, którego św. Jan nazywa «Wiernym i Prawdziwym» i nam pokazuje Go odzianego w szatę we krwi skąpaną; tamte istoty także są wierne, prawdziwe, a ich szata jest skąpana we krwi ich ustawicznej ofiary. «Imię Jego Ojca»: albowiem On promieniuje w nich piękno swoich doskonałości, wszystkie Jego atrybuty odbijają się w tych duszach; a one są niczym tyleż strun, które drgają i śpiewają «pieśń nową». One «towarzyszą Barankowi, dokądkolwiek idzie», nie tylko na drogach szerokich i łatwych do przebycia, ale na ścieżkach ciernistych, wśród przydrożnych jeżyn; a to dlatego, że te dusze są dziewicze, to są wolne, oddzielone, ogołocone, uwolnione od wszystkiego z wyjątkiem ich miłości, oddzielone od wszystkiego, a nade wszystko od siebie samych, ogołoconych ze wszystkich rzeczy zarówno w porządku nadprzyrodzonym, jak i naturalnym.

  1. Jakież wyjście z siebie to zakłada! Jakąż śmierć! Powiedzmy to słowem świętego Pawła: «Quitodie morior». Wielki ten święty pisał do Kolosan: «Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu».

Oto warunek: trzeba umrzeć! Bez tego możemy być ukryci w Bogu w pewnych godzinach, ale nie możemy habitualnie żyć w tej Istocie Bożej, ponieważ wszelkie rodzaje zmysłowości, szukanie siebie i cała reszta, wyciągają nas stamtąd.

Dusza, która patrzy na swego Mistrza tym okiem szczerym, które czyni świetlistym całe ciało, jest wybawiana z głębi nieprawości, jaka jest w niej, a na którą skarżył się prorok. Pan wprowadza ją na «miejsce przestronne», które nie jest niczym innym, jak Nim samym: tam wszystko jest czyste, wszystko jest święte!

O błogosławiona śmierci w Bogu! O jakże miła i słodka jest zatrata siebie w umiłowanej Istocie, która pozwala stworzeniu wołać: «Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w [śmiertelnym] ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie».

  1. «Caeli enarrant gloriam Dei». Oto co opowiadają Niebiosa: chwałę Boga.

Ponieważ moja dusza jest niebem, w którym żyję, oczekując niebieskiego Jeruzalem, także to niebo musi śpiewać chwałę Przedwiecznego, nic poza chwałą Przedwiecznego.

«Dzień dniowi głosi [tę] opowieść». Wszystkie światła, wszystkie przekazy Boże dla mojej duszy są tym dniem, który przekazuje wiadomość o Jego chwale dniowi. «Przykazanie Pana — śpiewa Psalmista — jaśnieje i oświeca oczy…» Konsekwentnie, moja wierność w odpowiadaniu na każde z tych przykazań, na każde z wewnętrznych rozporządzeń sprawia, że żyję w jego świetle; ono także jest wiadomością przekazującą Jego chwałę. Ale oto słodkie zdziwienie: «Pan, który patrzy na ciebie, zajaśniał!», woła prorok. Dusza, która głębią swojego spojrzenia wewnętrznego kontempluje poprzez wszystko swego Boga w prostocie, która oddziela ją od każdej innej rzeczy, tak dusza jest «jaśniejąca»: ona jest dniem, który przekazuje dniowi wiadomość o Jego chwale».

  1. «Noc nocy podaje wiadomość». Oto coś bardzo pocieszającego! Moje niemoce, moje obrzydzenia, moje ciemności, a nawet moje winy opowiadają chwałę Przedwiecznego! Moje cierpienia duszy lub ciała także opowiadają chwałę mojego Mistrza! Dawid śpiewał: «Cóż oddam Panu za wszystko, co mi dobrze uczynił?» Oto: «Kielich zbawienia wezmę». Tak, biorę go, biorę ten kielich cały purpurowy od Krwi mego Mistrza, i w dziękczynieniu, cała radosna, zmieszam moją krew z Krwią świętej Żertwy, a ona w jakimś stopniu nabierze wartości nieskończonej i będzie mogła oddawać wspaniałą chwałę Ojcu; a zatem moje cierpienie jest wiadomością przekazującą chwałę Przedwiecznemu.
  2. «Tam (w duszy, która opowiada Jego chwałę) Słońcu namiot wystawił». Słońce, to jest Słowo, jest Oblubieńcem. Jeżeli znajduje moją duszę pustą od tego wszystkiego, co nie mieści się w tych dwóch słowach: Jego miłość i Jego chwała, wtedy On ją bierze, żeby była jego “komnatą weselną”, On stamtąd “wychodzi” «jak olbrzym, co drogę przebiega», a ja nie mogę «schronić się przed Jego żarem». To jest ten «pochłaniający ogień», który dokona błogosławionego przekształcenia, o którym mówi święty Jan od Krzyża: «Każde wydaje się być drugim, a oboje stanowią jedno», być «sławą chwały» Ojca.
  1. «… I nie mają spoczynku, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi… i oddają pokłon… i rzucają przed tronem wieńce swe, mówiąc: “Godzien jesteś, Panie…, odebrać chwałę i cześć, i moc…”»

Jak mam naśladować w niebie mojej duszy to nieustające zajęcie błogosławionych w Niebie chwały? Jak kontynuować tę chwałę, tę nieprzerwaną adorację? Święty Paweł daje mi światło na ten temat, gdy pisze do swoich, że Ojciec dokonuje w nich przez Ducha wzmocnienia siły wewnętrznego człowieka, tak by Jezus Chrystus przez wiarę zamieszkał w ich sercach oraz żeby oni byli wkorzenieni i ugruntowani w miłości. Być wkorzenionym i ugruntowanym w miłości: taki jest — jak mi się zdaje — warunek, by godnie spełniać zadanie laudem gloriae. Dusza, która przenika i mieszka w tych «głębokościach Bożych», opiewanych przez króla-proroka, która w konsekwencji czyni wszystko «w Nim, z Nim, przez Niego i dla Niego», z tą czystością wzroku, która daje pewne podobieństwo do Istoty prostej — ta dusza przez każde ze swoich poruszeń, swoich aspiracji, jak i przez każdy ze swoich aktów, choćby to były akty najzwyklejsze, «wkorzenia się» coraz głębiej w Tym, który ją miłuje. Wszystko w niej oddaje cześć Bogu trzykroć świętemu: ona jest, by się tak wyrazić, ustawicznym Sanctus, nieustanną sławą chwały!…

  1. «Padają na twarz, adorują i rzucają przed tronem swe wieńce…» Najpierw dusza powinna «paść na twarz», zanurzyć się w przepaści swojej nicości, pogrążyć się do tego stopnia — według zachwycającego wyrażenia pewnego mistyka — że znajdzie «pokój prawdziwy, niezmienny i doskonały, tak że nic go nie zakłóci, ponieważ ona rzuciła się tak nisko, że nikt nie pójdzie tam jej szukać».

Wtedy będzie mogła «adorować». Adoracja, ach, to jest słowo z nieba! Wydaje mi się, iż można je określić: ekstaza miłości. To jest miłość zmiażdżona przez piękność, moc, ogromną wielkość Przedmiotu umiłowanego, i dlatego padamy na twarz w pewnym rodzaju omdlenia, w pełnym milczeniu, głębokim, w tym milczeniu, o którym mówił Dawid, kiedy wołał: «Milczenie jest Twoją chwałą!…» Tak, to jest najpiękniejsza chwała, ponieważ to jest ta chwała, którą się śpiewa wiecznie na łonie pełnej pokoju Trójcy Świętej, i to jest również «ostatni wysiłek duszy, która wydaje z siebie wszystko, i już nic więcej powiedzieć nie może…» (Lacordaire).

«Adorujcie Pana, bo jest święty», zostało powiedziane w psalmie. I jeszcze: «Będą Go zawsze adorować ze względu na Niego samego». Dusza, która się skupia na tych myślach, która je przenika ze zmysłem Bożym, o którym mówi święty Paweł, żyje w antycypowanym niebie, ponad tym, co przemija, ponad chmurami, ponad samą sobą! Ona wie, że Ten, którego adoruje, posiada w sobie każde szczęście i wszelką chwałę, i rzucając swój wieniec w Jego obecności, jak czynią to błogosławieni, ona sobą pogardza, znika sobie z oczu i znajduje swoje szczęście w szczęściu Istoty adorowanej, wśród wszelkiego rodzaju cierpienia i bólu. Ponieważ opuściła siebie, a «przeszła» w Kogo innego. Wydaje mi się, że w tej postawie adorującej dusza “upodabnia się do tych studni”, o których mówi św. Jan od Krzyża, które przyjmują “wody spływające z Libanu”, i można, patrząc na nią, powiedzieć: «Bystrość rzeki rozwesela miasto Boże».

  1. «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty». Któż więc jest Tym, który może dać takie przykazanie?… On sam objawił swoje imię, to imię, które jest Jego własnym imieniem, które tylko On może nosić: «Jestem — powiedział do Mojżesza — Który jestem», sam tylko żyjący, początek wszystkich innych bytów. «W Nim — mówi Apostoł — żyjemy, poruszamy się i jesteśmy». «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty!» Wydaje mi się, że jest to właśnie ta sama wola, która się wyraziła w dniu stworzenia, kiedy Bóg rzekł: «Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze». Jest to wciąż pragnienie utożsamienia się, stowarzyszania się ze stworzeniem! Święty Piotr mówi, że my staliśmy się «uczestnikami Boskiej natury»; zaś św. Paweł zaleca, żebyśmy zachowali «początek istności w Nim», jaki nam dał. Uczeń zaś miłości nam mówi: «Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty». Być świętym, jak Bóg jest święty, taka — jak mi się zdaje — jest miara dzieci Jego umiłowania! Czyż Mistrz nie powiedział: «Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski»?
  2. Przemawiając do Abrahama, Bóg powiedział: «Chodź przede mną i bądź doskonały». To jest więc środek, aby osiągnąć tę doskonałość, której żąda od nas nasz Ojciec Niebieski! Święty Paweł, po zanurzeniu się w tych radach Bożych, właśnie to objawiał naszym duszom, gdy pisał, że «Bóg… nas wybrał w Nim przed założeniem świata, abyśmy byli świętymi i niepokalanymi przed Jego oczyma w miłości». To jeszcze w świetle tego samego świętego będę szukać światła, aby iść naprzód, nigdy nie wiedząc, co to jest odwrót, po tej wspaniałej drodze obecności Bożej, po której dusza kroczy “sama z Samym”, prowadzona mocą Jego prawicy, pod osłoną Jego skrzydeł, nie obawiając się strachu nocnego ani strzały lecącej wśród dnia, ani zła wślizgującego się w mrokach, ani napaści czarta południowego…
  3. «Co się tyczy poprzedniego sposobu życia, trzeba porzucić dawnego człowieka — mówi mi on — i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości». Oto wytyczona droga, i chodzi tylko o to, aby się ogołocić, aby ją przebiec tak, jak Bóg oczekuje! Ogołocić się, umrzeć sobie, stracić siebie z oczu, wydaje mi się, że to jest to, co miał na myśli Mistrz, gdy mówił: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie i niech weźmie krzyż swój». «Jeśli według ciała żyć będziecie — mówi jeszcze Apostoł — pomrzecie; jeśli zaś duchem umorzycie sprawy ciała, żyć będziecie». Oto śmierć, jakiej Bóg żąda i o której jest powiedziane: «Zwycięstwo pochłonęło śmierć». «Będę śmiercią twoją, o śmierci» — mówi Pan, a więc jakby powiedział: O duszo, moja przybrana córko, patrz na mnie, a stracisz siebie z oczu; cała rozpłyń się w mojej Istocie, przyjdź umrzeć we Mnie, abym Ja żył w tobie!…
  1. «Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». Kiedy mój Mistrz daje mi słyszeć to słowo w głębi duszy, zdaje mi się, że żąda ode mnie, abym żyła jak Ojciec «w wiecznym teraz», “bez przed, bez po”, lecz cała w jedności mego istnienia w tym «wiecznym teraz». Jakież to jest teraz? Na to odpowiada mi Dawid: «Będą zawsze Go adorować ze względu na Niego samego».

Oto wieczne teraz, w którym ma być umieszczona Laudem gloriae. Ale żeby była prawdziwa w tej postawie adoracji, żeby mogła śpiewać: «Budzę jutrzenkę», trzeba, aby ona mogła także mówić ze świętym Pawłem: Dla Jego miłości straciłam wszystko; to znaczy, z Jego powodu, aby Go zawsze adorować, “odłączyłam się, oddzieliłam się, ogołociłam się” z siebie i ze wszystkiego, tak pod względem naturalnym, jak i w porządku nadprzyrodzonym wobec darów Bożych. Albowiem dusza, która nie byłaby w taki sposób «wyniszczona i uwolniona» od niej samej, będzie z konieczności w pewnych godzinach banalna i naturalna, a to nie jest godne córki Bożej, oblubienicy Chrystusa, świątyni Ducha Świętego. Żeby się zabezpieczyć przeciwko temu życiu naturalnemu, trzeba, żeby dusza była czujna w swojej wierze, z tym pięknym wzrokiem kierowanym na Mistrza. Wtedy «będzie kroczyć — jak śpiewał król-prorok — pośrodku Jego domu». Wtedy «będzie zawsze adorować swego Boga ze względu na Niego samego» i będzie żyła, na Jego obraz, w tym wiecznym teraz, w jakim On żyje…

  1. «Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». Bóg — mówi św. Dionizy — jest «wielkim samotnikiem». Mój Mistrz żąda ode mnie, abym naśladowała tę doskonałość, żebym Mu oddawała cześć, będąc wielką samotnicą. Byt Boży żyje w wiecznej, niezmierzonej samotności. On nie wychodzi z niej nigdy, jakkolwiek interesuje się potrzebami swoich stworzeń, albowiem On nie wychodzi nigdy z Siebie; a tą samotnością nie jest nic innego, jak tylko Jego Bóstwo.

Żeby nic mnie nie wyprowadzało z tego pięknego wewnętrznego milczenia, zawsze jest konieczny ten sam warunek, to samo odłączenie, to samo oddzielenie, to samo ogołocenie! Dopóki moje pragnienia, moje lęki, moje radości lub moje boleści, dopóki wszystkie moje poruszenia, pochodzące z “czterech pasji”, nie zostaną doskonale nastawione na Boga, nie będę samotnicą, będzie we mnie hałas; zatem potrzebne jest uspokojenie, “uśpienie władz”, jedność istoty. «Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha, zapomnij o twym narodzie, o domu twego ojca! Król pragnie twojej piękności».

Wydaje mi się, że to wołanie jest zaproszeniem do milczenia: posłuchaj…, nakłoń ucha… Ale aby usłyszeć, trzeba zapomnieć «o domu swego ojca», to znaczy, o tym wszystkim, co dotyczy życia naturalnego, a więc tego życia, o którym chce mówić Apostoł, gdy pisze: «jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć». Zapomnieć «o swoim narodzie», wydaje mi się, jest najtrudniej; ponieważ ten naród, to jest cały ten świat, który — by tak się wyrazić — stanowi cząstkę nas samych: to jest uczuciowość, wspomnienia, wrażenia itd., jednym słowem ja! Trzeba o nim zapomnieć, trzeba go opuścić, a kiedy dusza dokona tego zerwania, kiedy będzie wolna od tego wszystkiego, Król zapragnie jej piękności. Albowiem piękność to jest jedność, przynajmniej piękność Boża!…

  1. Pan «wywiódł mię na miejsce przestronne, zbawił mię, ponieważ chciał mi dobrze»… Stwórca widząc to piękne milczenie, jakie panuje w Jego stworzeniu, widząc je całe skupione w swoim wewnętrznym odosobnieniu, zostaje ujęty jego pięknością i każe mu przejść do tej niezmiernej, nieskończonej samotności, na to «miejsce przestronne», opiewane przez proroka, a które nie jest niczym innym, jak Nim samym: «Wejdę w głębię możnych spraw Pańskich». Mówiąc przez swego proroka, Pan powiedział: «Zwiodę ją na puszczę i będę mówił do serca jej». Oto więc dusza, po wejściu do tej obszernej samotni, gdzie Bóg ma dać się jej usłyszeć! «Żywe jest słowo Boże — mówi święty Paweł — skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku». To właśnie ono bezpośrednio dokona działania ogołocenia w duszy, albowiem ono ma jako coś własnego i szczególnego to, że działa i zostało stworzone po to, by być słyszane, pod warunkiem jednak, że dusza pozwoli siebie urabiać.
  2. Ale nie wszystko polega na słuchaniu tego słowa, trzeba je zachowywać! I właśnie zachowując je, dusza zostanie uświęcona w prawdzie, bo takie jest pragnienie Mistrza: «Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą». Czyż temu, kto zachowuje Jego słowo, nie dał tej oto obietnicy: «Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy». Cała Trójca Święta mieszka w duszy, która miłuje w prawdzie, to znaczy, zachowując Jego słowo!… Kiedy ta dusza zrozumiała swoje bogactwo, wszystkie radości naturalne czy nadprzyrodzone, które mogą jej przyjść ze strony stworzeń lub ze strony Boga, tylko ją zachęcają do wejścia w siebie, aby zażywać Dobra substancjalnego, jakie ona posiada, a które nie jest niczym innym, jak tylko samym Bogiem. I w ten sposób, mówi św. Jan od Krzyża, ma ona pewne podobieństwo do Istoty Bożej.

«Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». Święty Paweł mi powiedział, że On «dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli», a mój Mistrz żąda ponadto ode mnie, abym oddawała Mu cześć, wykonując wszystko zgodnie z zamysłem Jego woli. Nigdy nie mogę pozwalać, aby mną rządziły wrażenia, pierwsze odruchy natury, ale żebym panowała nad sobą wolą… Żeby zaś ta wola była wolna, trzeba — według wyrażenia pewnego pobożnego pisarza — «zamknąć ją w woli Bożej». Wtedy będę «rządzona przez Ducha», jak mówi święty Paweł. Będę czynić to, co boskie, wieczne i, na obraz mego Niezmiennego, będę już tutaj żyć wiecznym teraz.

  1. «Verbum caro factum est et habitavit in nobis». Bóg powiedział: «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty», ale On pozostawał ukryty w swojej niedostępnej światłości i stworzenie odczuwało potrzebę, żeby On zstąpił do niego, żeby żył jego życiem, aby wstępując w Jego ślady, mogło z powrotem wznieść się do Niego i stać się święte Jego świętością. «Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie». Oto jestem w obecności tajemnicy ukrytej od wieków i pokoleń, tajemnicy, którą jest Chrystus: dla nas — mówi święty Paweł — nadzieja chwały. I dodaje, że jemu zostało dane zrozumienie tej tajemnicy. Dlatego udam się do tego wielkiego Apostoła, aby mnie pouczył, jak posiąść tę wiedzę, która — według jego wyrażenia — przewyższa wszelką wiedzę: wiedzę miłości Jezusa Chrystusa.
  2. Najpierw mi powiedział, że On jest moim pokojem, że właśnie przez Niego mam przystęp do Ojca, albowiem spodobało się temu Ojcu świateł, «aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego — i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez Krew Jego krzyża…». «Zostaliście napełnieni w Nim… — mówi dalej Apostoł. — [Zostaliście] razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga… I was… razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami: … usunął z drogi, przygwoździwszy do Krzyża. Po rozbrojeniu Zwierzchności i Władz, jawnie wystawił je na widowisko, powiódłszy je dzięki Niemu w triumfie…», «by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych…»
  3. Oto dzieło Chrystusa wobec każdej duszy dobrej woli, i to jest praca Jego niezmierzonej miłości, Jego «zbytniej miłości», przynaglającej do uczynienia tego we mnie. On chce być moim pokojem, aby nic nie mogło mnie rozproszyć lub wyprowadzić z “niezwyciężonej fortecy świętego skupienia”. Tam mi da «przystęp do Ojca» i zachowa mnie niewzruszoną i spokojną w Jego obecności, jakby już moja dusza była w wieczności. Przez Krew swego Krzyża zaprowadzi pokój w moim małym niebie, aby ono było naprawdę odpocznieniem dla Trzech. On mnie napełni Sobą, pogrzebie w Sobie, On mnie przywróci do życia z Sobą, Jego życia: «Mihi vivere Christus est!» Jeżeli co chwila upadam, w wierze pełnej ufności, będę przez Niego podniesiona, i wiem, że On mi przebaczy, że wymaże wszystko z zazdrosnym zatroskaniem, a ponadto “ogołoci” mnie, “uwolni” od wszystkich moich nędz, od tego wszystkiego, co jest przeszkodą dla Bożego działania, i “pociągnie wszystkie moje władze”, uczyni je swoimi niewolnicami, odnosząc triumf w sobie. Wtedy cała przejdę w Niego i będę mogła powiedzieć: Już nie ja żyję. Mój Mistrz żyje we mnie! A ja będę święta, nieskalana i nienaganna przed obliczem Ojca.
  1. «Instaurare omnia in Christo». To jeszcze święty Paweł mnie poucza, święty Paweł, który zanurzył się w wielkiej radzie Bożej, a który mi mówi, że On postanowił w sobie samym, żeby wszystko odnowić w Chrystusie.

Żebym osobiście mogła zrealizować ten plan Boży, oto jeszcze raz święty Paweł przychodzi mi z pomocą i wyznacza mi regułę życia. Mówi mi: chodź w Jezusie Chrystusie, wkorzeniona w Niego, na Nim zbudowana i umocniona wiarą, obfitując w Nim w dziękczynieniu.

  1. Chodzić w Jezusie Chrystusie, wydaje mi się, że jest to wyjść z siebie, stracić się z oczu, zostawić siebie, aby głębiej wchodzić w Niego z każdą mijającą minutą, tak głęboko, żeby być wkorzenionym i żeby w każdym wydarzeniu, w każdej rzeczy można było rzucać to piękne wyzwanie: Któż mnie odłączy od miłości Jezusa Chrystusa? Gdy dusza jest ustalona w Nim na takich głębokościach, kiedy jej korzenie w taki sposób tam są zanurzone, Boża energia obficie spływa w nią, a to wszystko, co jest życiem niedoskonałym, banalnym, naturalnym, zostaje zniszczone. Wtedy, zgodnie ze słownictwem Apostoła, «to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie». W ten sposób dusza “ogołocona” z siebie i “odziana” w Jezusa Chrystusa, nie ma się lękać ani kontaktów zewnętrznych, ani trudności wewnętrznych, albowiem te rzeczy, zamiast być dla niej przeszkodą, sprawiają, że coraz głębiej zapuszcza korzenie w miłości swojego Mistrza. Poprzez wszystko, wobec i przeciw wszystkiemu jest ona w stanie zawsze Go adorować ze względu na Niego samego. Ponieważ jest wolna, wyzwolona od siebie samej i wszystkiego, może śpiewać z psalmistą: «Choćby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie; choćby wybuchła przeciw mnie wojna, nawet wtedy będę pełna nadziei; albowiem Pan przechowa mnie w swym namiocie», a tym namiotem jest On sam. Oto, jak mi się zdaje, co święty Paweł ma na myśli, gdy mówi: «być wkorzenionym w Jezusa Chrystusa».
  2. A teraz co to znaczy być zbudowanym na Nim? Prorok jeszcze śpiewa: «Na skałę podniósł mię, a teraz głowa moja wznosi się ponad nieprzyjaciół, którzy mnie otaczają». Wydaje mi się, że właśnie taka jest postawa duszy «zbudowanej na Jezusie Chrystusie». On jest skałą, na którą ona została wyniesiona, ponad siebie samą, ponad zmysły, naturę, ponad pociechy czy boleści, ponad to, co nie jest jedynie Nim. I tam, będąc w pełnym posiadaniu siebie, panuje nad sobą, przewyższa siebie samą i przewyższa wszystkie rzeczy.

Teraz święty Paweł zaleca mi, abym była umocniona w wierze: w tej wierze, która nigdy nie pozwala duszy drzemać, ale trzyma ją w stanie czujności pod wejrzeniem Mistrza, całą skupioną na Jego stwórczym słowie, w tej wierze w zbytnią miłość, która pozwala Bogu — jak mówi mi święty Paweł — obsypywać duszę według swojej pełni.

  1. Na koniec on chce, żebym wzrastała w Jezusie Chrystusie poprzez dziękczynienie: tak właśnie wszystko w niej powinno się dokończyć! «Ojcze, dziękuję Ci!» Oto co śpiewało w duszy mego Mistrza i On chce usłyszeć jego echo w mojej! Ale wydaje mi się, że «pieśń nowa», która najbardziej może zachwycić i zjednać mego Boga, jest pieśnią duszy ogołoconej, uwolnionej od siebie, w której On może odbić to wszystko, kim On jest, i czynić to wszystko, co chce. Ta dusza trwa pod Jego dotknięciem jak lira, a wszystkie jej dary są jak tyleż strun, które drgają, aby śpiewać w dzień i w nocy sławę Jego chwały!
  1. «Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim — nie mając mojej sprawiedliwości…, lecz sprawiedliwość, pochodzącą od Boga, opartą na wierze». To, czego pragnę, to poznać Jego i wspólnotę w Jego cierpieniach i upodobnienie się do Jego śmierci. Kontynuuję mój bieg, starając się dojść tam, gdzie Chrystus mi wyznaczył, biorąc mnie. Całą moją troską jest zapomnieć o tym, co jest za mną, a zdążać ustawicznie ku temu, co jest przede mną. Pędzę prosto ku celowi…, ku nagrodzie niebieskiego powołania, do której Bóg mnie wezwał w Jezusie Chrystusie. Często Apostoł ukazywał wielkość tego powołania: «Bóg — mówi on — wybrał nas w Nim przed założeniem świata, abyśmy byli świętymi i niepokalanymi przed oczyma Jego w miłości… Jesteśmy przeznaczeni według postanowienia Tego, który sprawuje wszystko według rady woli swojej, abyśmy byli na uwielbienie Jego chwały ».
  2. Ale jak odpowiedzieć na godność tego powołania? Oto sekret: «Mihi vivere Christus est!… Vivo enim, jam non ego, vivit vero in me Christus»… Trzeba być przekształconym w Jezusa Chrystusa, jak mnie jeszcze poucza święty Paweł: «Tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna».

Ważne więc jest, abym studiowała ten boski Model i tak dobrze się do Niego upodobniła, żebym mogła bez przerwy Go ukazywać oczom Ojca. A najpierw, co On mówi, przychodząc na świat? «Oto idę, abym pełnił, Boże, wolę Twoją». Wydaje mi się, że ta modlitwa powinna być niczym biciem serca oblubienicy: «Ojcze, oto my idziemy, aby pełnić Twoją wolę!».

  1. W tej pierwszej ofierze Mistrz był tak bardzo prawdziwy! Jego życie było, by tak rzec, tylko jej konsekwencją! «Moim pokarmem — zwykł był powtarzać — jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał». To powinno być również wolą oblubienicy, nawet wtedy, gdy miecz ją ofiaruje… «Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, Ojcze, ale jak Ty». I wtedy ona, radosna, pójdzie w pokoju ze swoim Mistrzem na wszelką ofiarę, weseląc się, że została poznana przez Ojca, albowiem On ją krzyżuje ze swoim Synem. «Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki, bo są radością mojego serca»: oto co rozbrzmiewało w duszy Mistrza i to powinno być echem rozlegającym się w duszy oblubienicy! Właśnie ze względu na wierność w każdej chwili tym «napomnieniom» zewnętrznym lub wewnętrznym ona będzie «dawać świadectwo prawdzie» i będzie mogła mówić: «Ten, który mnie posłał, jest ze mną: nie pozostawił mnie samej, bo ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba». I nie opuszczając Go nigdy, ale pozostając tak mocno w tym kontakcie, ona będzie mogła promieniować tą tajemniczą mocą, która zbawia i uwalnia dusze. Ogołocona i uwolniona od siebie, będzie mogła iść za Mistrzem na górę, aby tam z Nim w swojej duszy odprawiać «modlitwę Bożą». Następnie, zawsze przez Boskiego Adoratora, tego, który oddaje wielkie uwielbienie chwały Ojca, ona zawsze będzie składać «ofiarę chwały, to jest owoc warg, wielbiących imię Jego» (święty Paweł). A jak śpiewa psalmista, ona będzie Go chwalić «dla potężnych czynów Jego…, według mnóstwa wielkości Jego».
  2. Potem, kiedy przyjdzie godzina upokorzenia, wyniszczenia, ona sobie przypomni to krótkie zdanie: «Jesus autem tacebat». Także i ona będzie milczeć strzegąc, zachowując całą moc swoją Panu, tę moc, którą czerpiemy z milczenia. Wtedy, gdy przyjdzie opuszczenie, osamotnienie, trwoga, które sprawiły, że Chrystus wydał ten oto wielki okrzyk: «Czemuś Mnie opuścił?», ona przypomni sobie o tej modlitwie: «aby moją radość mieli w sobie w całej pełni»; i pijąc aż do dna kielich przygotowany przez Ojca, ona potrafi znaleźć w jego goryczy boską słodycz. Na koniec, po powtórzeniu tak wiele razy «pragnę», pragnę posiąść Cię w chwale, ona zaśpiewa: «Wykonało się», «w Twoje ręce powierzam ducha mojego». I ojciec przybędzie, aby ją wziąć i przenieść do swego dziedzictwa, gdzie w światłości będzie oglądać światłość.

«Wiedzcie — śpiewał Dawid — iż dziwnym uczynił Pan Świętego swego». Tak, Święty Boży będzie uwielbiony w tej duszy, albowiem On zburzy wszystko, aby ją przyoblec w Siebie samego, gdyż ona praktycznie żyła słowem Poprzednika: «Trzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał».

  1. Po Jezusie Chrystusie, niewątpliwie uwzględniając odległość, jaka istnieje między Nieskończonym a skończonym, jest stworzenie, które także było wielką sławą chwały Trójcy Świętej. Ono w pełni odpowiedziało na wybranie Boże, o jakim mówi Apostoł: zawsze było czyste, nieskalane i nienaganne w oczach trzykroć świętego Boga. Jego dusza jest prosta. Poruszenia jego są tak głębokie, że nawet nie można ich zauważyć. Ono zdaje się odtwarzać na ziemi to życie, które jest życiem Boskiej Istoty, Istoty prostej. Także ono jest tak bardzo przejrzyste, tak bardzo świetliste, że można by je wziąć za światło, mimo iż jest ono tylko «zwierciadłem» Słońca sprawiedliwości: «Speculum justitiae!»…

Najświętsza Dziewica «zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim»: całe Jej dzieje można streścić w tych kilku słowach! To w swoim sercu Ona żyła i na takiej głębokości, że wzrok ludzki nie mógł tam podążać. Kiedy czytam w Ewangelii, że «Maryja poszła z pośpiechem w góry Judei», aby spełnić obowiązek miłości wobec swojej krewnej Elżbiety, widzę Ją, jak idzie tak bardzo piękna, tak bardzo spokojna, majestatyczna, tak bardzo skupiona wewnętrznie na Słowie Bożym. Podobnie jak Jego, tak i Jej modlitwa była zawsze ta oto: «Ecce, oto jestem!» Kto? «Służebnica Pańska», ostatnia ze sworzeń: Ona, Jego Matka! Ona była tak bardzo prawdziwa w swojej pokorze, ponieważ zawsze zapominała o sobie, nieświadoma, wyzwolona od siebie. Także mogła śpiewać: «Błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny».

  1. Ta Królowa dziewic jest także Królową męczenników; przebywa wciąż w swoim sercu, które przeszył miecz, albowiem u Niej wszystko dzieje się wewnątrz!… Och, jakże Ona jest piękna do kontemplowania w ciągu długotrwałego męczeństwa, tak bardzo pogodna, spowita w pewien rodzaj majestatu, który zarazem tchnie mocą i słodyczą… To Ona właśnie nauczyła się od samego Słowa, jak mają cierpieć ci, których Ojciec wybrał jako żertwy, ci, których On postanowił złączyć w wielkim dziele Odkupienia, ci, których poznał i przeznaczył, aby się stali podobni do Jego Chrystusa, ukrzyżowanego z miłości.

Ona stoi u stóp Krzyża, mocna i mężna, i oto mój Mistrz mówi do mnie: «Ecce Mater tua», On mnie Ją daje za Matkę… A teraz, kiedy wrócił do Ojca, On mnie umieścił na swoim miejscu na Krzyżu, abym w moim ciele dopełniała braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół, Najświętsza Dziewica jest nadal tam, aby mnie uczyć cierpieć jak On, aby mi mówić, aby pozwalać mi słyszeć te ostatnie śpiewy Jego duszy, których nikt poza Nią, Jego Matką, nie mógł dosłyszeć.

Kiedy wypowiem moje «consummatum est», to jeszcze raz będzie Ona, «Janua coeli», która mnie wprowadzi do przedsionków Bożych, szepcząc mi cichutko tajemnicze słowa: «Laetatus sum in his quae dicta sunt mihi, in domum Domini ibimus!…».

Dzień szesnasty

  1. «Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego! Kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?…».

A jednak, jak “wróbel znalazł sobie miejsce”, aby tam się schronić, jak “synogarlica znalazła gniazdo, gdzie by złożyła pisklęta swoje”, tak Laudem gloriae — oczekując na przeniesienie do świętego Jeruzalem, «beata pacis visio» — znalazła swoje odosobnienie, swoją szczęśliwość, swoje antycypowane niebo, w którym rozpoczyna swoje życie wieczne. Uciszona «dusza moja spoczywa w Bogu; od Niego pochodzi moje uwolnienie. Tak, On jest skałą, na której znajduję ocalenie, moją twierdzą, więc się nie zachwieję!…».

Oto tajemnica, którą opiewa dzisiaj moja lira! Jak do Zacheusza mój Mistrz powiedział do mnie: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu…». Zejdź prędko, ale gdzie? Najgłębiej w siebie samą: po opuszczeniu siebie, po oddzieleniu się od siebie, po wyzuciu się siebie, jednym słowem: bez siebie.

  1. «Muszę się zatrzymać w twoim domu!» To mój Mistrz wyraża to pragnienie! Mój Mistrz, który chce mieszkać we mnie z Ojcem i Jego Duchem miłości, abym ja — według wyrażenia umiłowanego ucznia — miała «współuczestnictwo» z Nimi. «Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście… domownikami Boga», mówi święty Paweł. Oto jak ja rozumiem być «domownikiem Boga»: to żyć na łonie pełnej pokoju Trójcy Świętej, w mojej wewnętrznej przepaści, w tej “niezwyciężonej twierdzy świętego skupienia”, o której mówi św. Jan od Krzyża!

Dawid śpiewał: «Moja dusza wpada w omdlenie, wchodząc do przedsieni Pańskich». Wydaje mi się, że taka powinna być postawa każdej duszy, która wchodzi do wewnętrznych przedsieni, aby tam kontemplować swego Boga i żeby nawiązać z Nim mocny kontakt: ona «wpada w omdlenie», w boskim zasłabnięciu wobec tej Miłości wszechmocnej, tego nieskończonego Majestatu, który w niej mieszka! Wcale nie opuszcza życia, lecz nie dba o to życie naturalne i z niego się wycofuje… Ponieważ nie czuje, że nie jest ono godne swojej tak bogatej istoty, i dlatego ona chce umrzeć i zatopić się w swoim Bogu.

  1. Och, jakże jest piękne to stworzenie, ogołocone i uwolnione od siebie! Ono jest w stanie układania wstępowań w swoim sercu, żeby wyjść z padołu płaczu (to znaczy, ze wszystkiego, co jest mniejsze od Boga) ku miejscu, które jest jego celem, to «miejsce przestronne», opiewane przez psalmistę, którym — jak mi się zdaje — jest niezgłębiona Trójca Święta: «Immensus Pater, immensus Filius, immensus Spiritus Sanctus!…». Ona wchodzi, wznosi się ponad zmysły, ponad naturę; przekracza siebie samą; wznosi się ponad wszelką radość, jak i wszelki ból, poprzez obłoki, aby nie spocząć, dopóki nie wniknie «do wnętrza». Tego, którego miłuje i Który sam jej da «odpoczynek przepaści». I to wszystko dzieje się bez wychodzenia ze świętej twierdzy! Mistrz jej mówi: Zejdźprędko… I jeszcze bez wychodzenia stamtąd, gdzie będzie żyła, na wzór niezmiennej Trójcy Świętej, w wiecznym teraz, adorując zawsze ze względu na Nią samą i stając się poprzez coraz bardziej proste spojrzenie, coraz bardziej jednoczące, «odblaskiem Jego chwały», inaczej mówiąc, stanie się nieustanną sławą chwały Jego godnych uwielbienia doskonałości.
 Previous  All works Next